Myśli zaczynały mu się mącić, ciało przepełniała wielka słodycz. Trzeba najpierw ją uciszyć, musiał oprzeć się o futrynę okna… śliczna… śliczna… och, jakaż pociągająca jest ta istota na leżaku! Taka młoda i taka niewinna, wspaniała… może powinien zaraz tam pójść? Nie, nie teraz… za późno, oooch!

Skulił się, dysząc za ochronną maseczką. Po chwili wytarł się starannie i pozapinał ubranie. Usiadł w fotelu i siedział tam długo, jakiś zgaszony. Normalne zmartwienia odnajdywały do niego drogę.

Co to się ostatnio dzieje na świecie? Te pogłoski o dziwnej łagodności ogarniającej ludzi… Właśnie dlatego nakazał swoim nosić maseczki na twarzach, gadano bowiem, że owa łagodność spływa na ludzi z powietrza. A on nie chciał, żeby jego bezlitośni pracownicy stali się sympatycznymi chłopakami, co to muchy nie skrzywdzą. Z pomocą takich nie byłby w stanie zarządzać światem. Sam może stałby się jakimś cholernym altruistą lub innym filantropem. Nigdy w życiu, wtedy wszystko by przepadło!

Krążyły opowieści o jakichś podobnych do talerzy, czy raczej łodzi, latających pojazdach, które bezgłośnie przemierzają nocami przestworza ponad ziemią. Widywano je wszędzie, i w Azji, i w Ameryce Północnej. Mówiono, że rozpylają nad ziemią delikatne kropelki jakiejś cieczy i że to właśnie w ślad za nimi pojawia się ta śmieszna łagodność. Miłość bliźniego. Niech to diabli!

Wszyscyczują się szczęśliwi, opowiadano. Wymarłe pustynie zaś przemieniają się w urodzajne pola, pokrywają się bujną roślinnością.

Kiedy usłyszał o tym po raz pierwszy, wybuchnął śmiechem. Nie należy do tych, co to wierzą w UFO. Ale raporty jęły napływać z całego globu. Jednobrzmiące. Opowiadały o tym samym. I że dzieje się tak wszędzie.



10 из 157