Do licha, nie chciał takich przemian! Niestety, nieszczęście zdawało się coraz bliższe, podobno z każdym dniem obejmuje coraz większe przestrzenie.

Choć więc Ziemia jest wielka…

Inni ludzie mogą sobie być łagodni, to nawet lepiej, łatwiej będzie nimi kierować, ale jego podwładnym nie wolno przemienić się w nieśmiałe stworzenia, co to przepraszają, że żyją, kto by w takim razie wykonywał za niego czarną robotę? Kto by zarządzał w jego imieniu?

Zostałby pozbawiony wszelkiej ochrony.

Jeśli chodzi tu o jakieś przejściowe zjawisko, to z pewnością on i wszyscy jego pomocnicy dadzą sobie radę. A potem, po wszystkim, on będzie jeszcze potężniejszy niż kiedykolwiek przedtem! Jeśli bowiem wszyscy mieszkańcy Ziemi staną się tak idiotycznie dobrzy, jeśli wszyscy będą bez szemrania nadstawiać drugi policzek… Jezu, ależ on w takiej sytuacji mógłby być potężny!

Nikt by go już więcej nie prześladował. Nawet ten przeklęty pies, de Castillo, też musiałby spuścić nos na kwintę przed jedynym panem…

Jack Loman przeciągnął się rozkosznie. Tak, teraz naprawdę osiągnął szczyty. Wszędzie cieszył się niebywałym szacunkiem. Jako filantrop, właściciel wielkich dóbr, Jack Loman, którego nikt o nic złego nie podejrzewał i wszyscy starali się mieć z nim jak najlepsze stosunki. Szacunek, jaki okazywali mu ludzie jego pokroju i kalibru, był niewiarygodny. Jest pośród nich bogiem.

Mimo to wciąż jeszcze istnieją obszary nie zdobyte. Ogromne kraje, niezależne państwa. Wszystko to musi być jego. Jedno państwo po drugim. Dopiero wtedy będzie mógł stanąć w pełnym świetle jako władca świata.

Nie zdobyte obszary? Co tam, jeśli będzie trzeba, zdobędzie nie tylko Ziemię, lecz także całą przestrzeń niebieską! Kosmos.

Wszystko!

3

– Księżyc świeci także dzisiejszej nocy – mruknął Jori, kiedy żeglowali w swojej małej gondoli w stronę nie mających końca wybrzeży Chile.



11 из 157