Bo na przykład kuzyn Jaskari, rosły blond wiking, Jori bardzo się starał przy nim nie stawać, kiedy w towarzystwie znajdowały się jakieś dziewczyny, wolał, żeby go z tamtym nie porównywano.

Z nieopisanie pięknym Markiem czy równym mu Dolgiem nikt nie może się mierzyć, nawet Jaskari. Ram i pozostali Lemuryjczycy… Leśny elf Tsi – Tsungga. Przystojny Armas. Gondagil…

Biedny, mały Jori!

Wziął kurs na szczyty Andów.

– Wygląda na to, jakby władze straciły już wszelką kontrolę – powiedział.

Sassa milczała.

– Kontrolę najwyraźniej przejęli inni – ciągnął Jori. – Teraz musimy jak najszybciej skierować się do zapasowych magazynów, żeby napełnić zbiorniki. Nie robiliśmy tego od wielu dni.

– Od wielu nocy – poprawiła go Sassa.

– Czy ty zawsze musisz mi się przeciwstawiać? Zresztą niech ci będzie, jestem w znakomitym humorze, nic mi go nie zepsuje.

– Ach, tak – zauważyła Sassa cierpko.

Jori pogrążył się we wspomnieniach. Mamrotał pod nosem jakby sam do siebie:

– Dziewczyny w zewnętrznym świecie też nie są takie głupie – stwierdził. – Posługują się innymi technikami, ale o, rany, ileż one umieją!

Sassa zjeżyła się. Warknęła przez zaciśnięte zęby:

– A czy ty zawsze musisz się przechwalać swoimi podbojami? Wyobrażasz sobie, że dzięki temu jesteś bardziej interesujący dla innych dziewcząt?

Jori gapił się na nią z otwartymi ustami. Takim tonem Sassa nigdy nie przemawiała.

– Zatem wiedz, że to jest mit, który wymyślili mężczyźni z kompleksami – ciągnęła swoje Sassa. – Większość dziewcząt tysiąc razy woli mieć poważnego, nie zepsutego chłopca. Ale ty wciąż rozprawiasz na prawo i lewo o swoich salonowych sukcesach. To po prostu śmieszne!



14 из 157