Nie, Sassa nie była taka ufna ani prostolinijna. Kiedy przyjdzie co do czego, potrafi pokazać, co potrafi, prezentuje wówczas inteligencję, której mało kto by się po niej spodziewał.

– Przed nami znajduje się Aconcagua – powiedział Jori w chęci skierowania uwagi Sassy na co innego. – A po drugiej stronie leży Chile.

Sassa nie odpowiadała. W chwilę później znaleźli się przy magazynie ukrytym w bardzo niedostępnym rejonie Andów. To tutaj znajdowały się Wrota, przez które wyszli z ziemskich głębin.

Wielką ulgą było móc porozmawiać z dwoma Strażnikami, którzy stacjonowali przy magazynie. Nareszcie krajanie, nieważne, że Lemuryjczycy. Miło było wejść do wielkiej gondoli, która wyniosła ich niedawno na powierzchnię. Pyszne jedzenie i odpoczynek przez cały dzień, bardzo tego potrzebowali.

Jori jednak najpierw wziął prysznic. Kąpał się i kąpał, szorował skórę i znowu spłukiwał wodą. Kiedy nareszcie wyszedł z łazienki, był cały czerwony.


Udało im się podejść bardzo blisko wysokiego na niemal 7000 metrów szczytu Aconcagua, budzącej grozę, lodowato zimnej piękności, której nie poświęcili nawet kropli swojej niezwykłej cieczy. Tu bowiem nikt nie mieszkał, na co więc trawa i bujne kwiaty na tych nagich skałach? Góra jest piękna sama z siebie i niech tak zostanie. Zresztą nie odważyliby się spryskać ani śniegu, ani lodu, bo co by się stało z klimatem Ziemi, gdyby stopniały wieczne zlodowacenia?

Nad tyloma sprawami trzeba się było zastanawiać, nie wolno popełnić najmniejszego błędu.

Zimno na tych wysokościach było takie przejmujące, że wdzierało się do wnętrza gondoli, rzucanej to w jedną, to w drugą stronę gwałtownymi podmuchami wiatru. Najlepiej więc było zejść w dół do niskiego, bo liczącego zaledwie 3800 metrów pasażu Cumbre, gdzie w księżycowym blasku były jeszcze widoczne ślady starej linii kolejowej między Buenos Aires w Argentynie i Valparaiso w Chile.



16 из 157