– Nie mogę, bo to prawda. Niczego nie pamiętam.

– Dziwne.

W jego własnych uszach brzmiało to mało przekonująco, a co dopiero dla tej dziewczyny. Być może gdyby powiedział jej, co wtedy przeszedł, mogłaby mu uwierzyć. Nie chciał się jednak do tego posuwać. Poza tym brzmiałoby to trochę jak przyznanie się do winy.

– Nic w tym dziwnego. Miałem wtedy mnóstwo pracy – skłamał.

– Odnosiłam wrażenie, że zawsze miał pan czas na przesłuchania – powiedziała, patrząc na niego uważnie.

Daniel spuścił głowę. Nie docenił jej inteligencji i daru obserwacji. Jednak Megan nie drążyła tego tematu. To, co chciała powiedzieć, było jeszcze bardziej bolesne.

– Czy to znaczy, że jest pan niekompetentny i nie umie pan sobie radzić z pracą? Że akta różnych spraw przekładane są z teczki do teczki? – pytała z goryczą. – To jeszcze gorsze niż świadomość, że mnie pan w to wrobił. Zatem straciłam trzy lata życia z powodu głupoty i niekompetencji jednego policjanta!

Daniel poczuł, że robi mu się ciemno przed oczami. Megan trafiała celnie, a on nie mógł się bronić.

– Proszę pamiętać, że wszystko świadczyło na pani niekorzyść.

– Wszystko oprócz jednego – przypomniała mu. Daniel poczuł, że zaczyna tracić cierpliwość.

– Proszę mnie posłuchać – powiedział, biorąc ją za rękę.

Megan wyrwała dłoń z furią.

– Po co?! Czy to mi zwróci część mego życia? Moją reputację? Moje dziecko?! Czy pan wie, co to znaczy stracić syna? Myśleć o nim każdego dnia i nie móc go zobaczyć?

Łzy płynęły jej strużkami po policzkach. Nie usiłowała ich zetrzeć. Patrzyła przed siebie, zapomniawszy o istnieniu Kellera.

Daniel czuł, że ręce i nogi ma jak z kamienia. Chciał wstać i położyć jej dłoń na ramieniu, lecz nie mógł. Wiedział, że jest tylko jeden sposób, żeby uwolnić ją od zarzutów. Musi znaleźć prawdziwego mordercę. Nie mówił jej o tym, ponieważ nie był do końca pewny jej niewinności.



28 из 113