Kraj nasz nie pogrążył się w całkowitym chaosie tylko dzięki temu, że większość ludzi nie wyściubia nosa z domu. Jako prezes naszej linii żeglugowej rozkazuję panu, a jako stary przyjaciel błagam: Dla dobra Imperium pędź pan jak najszybciej do Port Mercia i odnajdź gubernatora. Wtedy… Ach, nadchodzą pańscy pasażerowie. Tędy, panowie.

Na nabrzeżu pośród krzątaniny zatrzymały się następne dwa powozy. Na trap weszło pięć zasłoniętych postaci, które wtaszczyły na pokład wielkie pudła.

— Kim pan jest? — zapytał kapitan najbliżej stojącego mężczyznę, który odparł:

— Nie musi pan tego wiedzieć, kapitanie.

— O, doprawdy? — Kapitan Samson odwrócił się do sir Geoffrey’a, rozpościerając ręce w geście protestu. — Panie prezesie, do jasnej cholery, przepraszam za wyrażenie, czyż nie służyłem naszej linii wiernie przez ponad trzydzieści pięć lat? Jestem kapitanem Ptaszynki czy nie? Kapitan musi znać swój statek i wiedzieć, co zabiera na pokład! Nie pozwolę, by trzymano mnie w nieświadomości! Jeśli nie można mi zaufać, w takim razie schodzę z pokładu! W tej chwili!

— Niechże się pan tak nie żołądkuje, kapitanie — poprosił sir Geoffrey. Zwrócił się do przywódcy nowo przybyłych. — Panie Black, o lojalności kapitana jestem całkowicie przekonany.

— Tak, popełniłem nietakt. Proszę mi wybaczyć, kapitanie — rzekł pan Black — ale musimy w trybie natychmiastowym zarekwirować pański statek, stąd niestety ten deficyt dobrych manier.

— Jesteście z rządu? — burknął kapitan.

Pan Black wyglądał na zaskoczonego.

— Z rządu? Obawiam się, że nie. A tak między nami, po naszym rządzie mało co zostało, a niedobitki chowają się po piwnicach. Nie, jeśli mam być z panem szczery, rządowi zawsze wygodniej było nie wiedzieć o nas zbyt wiele i panu radziłbym to samo.



4 из 298