
— Tak, kapitanie. Wojnie. Następca tronu musi stanąć na angielskiej ziemi najpóźniej dziewięć miesięcy po śmierci ostatniego monarchy. Taki zapis widnieje w Wielkiej Karcie Swobód, na dole małym drukiem, a raczej maciupeńkimi literkami. Widzi pan, baronowie nie chcieli kolejnego Ryszarda Lwie Serce. I niestety, jako że na przyjęciu urodzinowym króla zupę podawał zarażony kelner, następni dwaj żyjący pretendenci do tronu znajdują się gdzieś na Wielkim Południowym Oceanie Pelagialnym. Mniemam, że dobrze pan zna te wody, kapitanie?
— Ach, teraz już rozumiem! Wiem, co jest w tych pudłach — oznajmił kapitan, wskazując je palcem. — Transport angielskiej ziemi! Znajdujemy następcę, on stawia na niejstopę i wszyscy krzyczymy „hurra!”
Pan Black uśmiechnął się.
— Nieźle, kapitanie! Jestem pod wrażeniem! Ale niestety o tym też już pomyślano. Istnieje klauzula, która przewiduje, że angielska ziemia musi być mocno przytwierdzona do Anglii. Możemy ogłosić sukcesję za granicą… nawet przeprowadzić koronację w razie konieczności… ale obecność monarchy będzie wymagana na angielskiej ziemi przed upływem tego terminu, żeby formalnościom stało się zadość.
— Wie pan, panie Black, wydawało mi się, że znam całą Wielką Kartę Swobód, ale o takich zapisach nie słyszałem — wtrącił sir Geoffrey.
— Możliwe — odparł cierpliwie Dżentelmen Ostatniej Szansy — a to dlatego, że znajdują się one w ratyfikowanej wersji. Chyba nie sądzi pan, że baronowie, którzy ledwie potrafili się podpisać, zdołali sformułować pełną listę rozsądnych zasad rządzenia dużym krajem dla następnych pokoleń? Ich kopiści spisali pełną wersję Wielkiej Karty Swobód miesiąc później. Jest siedemdziesiąt razy bardziej obszerna, ale i niezawodna. Niestety Francuzi mają kopię.
— A co to ma do rzeczy? — zapytał kapitan.
Tymczasem na nabrzeżu zatrzymał się kolejny powóz. Wyglądał na drogi, z wymalowanym na drzwiach herbem.
