Myron czekał na dalszy ciąg.

– Wiesz coś o przeszczepach szpiku kostnego?

Pytania były dziwne, ale postanowił odpowiadać szczerze.

– Co nieco. Znajomy chorował na białaczkę i potrzebował przeszczepu. W synagodze ogłoszono apel do dawców szpiku. Pojechaliśmy wszyscy na badania.

– „Wszyscy”, czyli…

– Mama, tata, cała moja rodzina. Win chyba też.

Przechyliła głowę.

– Co u niego?

– Nie zmienił się.

– Wielka szkoda. Na uniwerku podsłuchiwał, jak się kochamy.

– Tylko kiedy spuszczaliśmy roletę i nie mógł nas podglądać.

Emily zaśmiała się.

– Nigdy mnie nie lubił.

– Byłaś jego ulubienicą.

– Naprawdę?

– Co niewiele znaczy.

– Nie znosi kobiet.

– Nie ma nic przeciwko sypianiu z nimi. Ale jeśli chodzi o stałe związki…

– Dziwak.

Jeszcze jaki.

Łyknęła kawy.

– Kluczę – wyznała.

– Zauważyłem.

– Co się stało z tym znajomym z białaczką?

– Umarł.

Pobladła.

– Przykro mi. Ile miał lat?

– Trzydzieści cztery.

Znów łyknęła kawy, obejmując kubek dłońmi.

– A więc figurujesz w państwowym rejestrze dawców szpiku? – spytała.

– Tak sądzę. Oddałem krew i dostałem legitymację dawcy.

Zamknęła oczy.

– O co chodzi? – spytał.

– Anemia Fanconiego jest śmiertelna. Jakiś czas można z nią walczyć za pomocą hormonów i transfuzji krwi, ale jedynym ratunkiem jest przeszczep szpiku.

– Nie rozumiem. Chorujesz na to?

– Dorośli na to nie chorują.

Emily odstawiła kawę i podniosła wzrok. Myron nie był za dobry w czytaniu z oczu, lecz z jej oczu ból bił jasno jak neon.

– Tylko dzieci.

Jak na czyjś znak z głośników popłynęła smutna melodia. Myron czekał na dalszy ciąg. I szybko się doczekał.

– Chory jest mój syn.

Przypomniał sobie wizytę w jej domu we Franklin Lakes, kiedy zniknął Greg, i chłopca, bawiącego się z siostrzyczką na podwórku. Było to ze dwa, trzy lata temu. Chłopiec miał wtedy dziesięć lat, a jego siostra z osiem. Greg i Emily toczyli właśnie zażartą walkę o przyznanie opieki nad dziećmi schwytanymi w bezpardonową wymianę ciosów, z której nikt nie wychodzi bez szwanku.



13 из 235