
— Chcielibyśmy — odezwał się ten wyższy głosem złożonym z wielu ciężkich wdechów i wydechów — wynająć piętro w pańskim budynku.
— Trzynaste piętro — dodał ten mały dokładnie takim samym głosem.
Sydney Blake zapalił papierosa i mocno się zaciągnął. Całe piętro! Faktycznie, nie można ludzi sądzić po wyglądzie.
— Przykro mi — zaczął. — Nie mogę panowie wynająć trzynastego piętra, ale…
— Dlaczego nie? — sapnął ten wysoki. Był wyraźnie podenerwowany.
— Głównie dlatego, że nie ma trzynastego piętra. Mnóstwo budynków go nie ma. Ponieważ najemcy uważają to za zły omen, więc piętro ponad dwunastym na numer czternaście. Jeśli spojrzą panowie na listę naszych najemców, zauważycie, że nie ma biur, których numer zaczynałby się od 13. Jednakże, jeśli panowie są zainteresowani aż taką przestrzenią, sądzę, że możemy panów umieścić na szóstym…
— Zdaje mi się — powiedział wysoki klient bardzo ponurym tonem — że jeśli ktoś chce wynająć konkretne piętro, to zadaniem agenta jest wynająć mu je.
— I obowiązkiem — zawtórował mu maty. — Zwłaszcza, że nie zadaje mu się żadnych skomplikowanych pytań o liczby.
Blake opanował się z najwyższą trudnością i zamiast wybuchnąć, uśmiechnął się przyjacielsko.
— Byłbym szczęśliwy, mogąc wynająć panom trzynaste piętro — gdybyśmy takie mieli. Ale nie mogę tak po prostu wynająć czegoś, co nie istnieje, prawda? — Wyciągnął przed siebie dłonie i uśmiechnął się do niech w sposób, który mówił: „Przecież jest tu trzech inteligentnych dżentelmenów o zbliżonych poglądach.” — Na szczęście dla nas piętra dwunaste i czternaste mają bardzo mało wolnych pomieszczeń. Ale jestem pewien, że inna część budynku McGowana bardzo się panom spodoba. — Nagle przypomniał sobie, że omal nie złamał protokołu. — Nazywam się — rzekł dotykając wymanikiurowanym palcem tabliczki z nazwiskiem — Sydney Blake. A z kim, jeśli wolno…
