— No, dobrze — rzekł w końcu z uśmiechem, który, miał nadzieję, był ujmujący. — Postaram się ująć to tak, jak pan przed chwilą. Panowie, dla sobie tylko znanych powodów, chcecie wynająć trzynaste piętro. Ten budynek, z powodów znanych jedynie jego architektom — którzy moim zdaniem są zwariowanymi ekscentrykami, a których żaden z nas nigdy nie zrozumie — ten budynek nie ma trzynastego piętra. I dlatego nie mogę go panom wynająć. Patrząc na to powierzchownie, przyznaję, że to może wyglądać na trudność, jakoby panowie nie mogli dostać tego, czego chcą tutaj, u McGowana. Ale jeśli dokładnie rozpatrzymy tę sytuację? Przede wszystkim zauważymy, że jest kilka innych wspaniałych pięter…

Przerwał, bo uświadomił sobie, że jest sam. Jego goście jednym, nieprawdopodobnie szybkim ruchem powstali i wyszli z biura.

— Wielka szkoda — usłyszał jeszcze głos tego wysokiego, gdy szli przez sekretariat. — Usytuowanie byłoby doskonałe. Tak daleko od centrum spraw.

— Nie wspominając — dodał mały — o wyglądzie budynku, lak mało reprezentacyjny. Niedobrze.

Popędził za nimi i dogonił ich w korytarzu przy wejściu do holu. Dwie rzeczy sprawiły, że stanął jak wryły. Jedną było silne poczucie, że to poniżej godności świeżo mianowanego stałego agenta zaciągać przyszłych klientów z powrotem do biura, które dopiero co nagle opuścili. W końcu to nie był jakiś tam sklepik z używaną odzieżą, tylko budynek McGowana.

Drugą był nagła świadomość, że wysoki mężczyzna jest sam. Nie było śladu tego małego. Z wyjątkiem — może — wyraźnego wybrzuszenia na płaszczu wysokiego na wysokości prawej kieszeni.

— Para dziwaków — wytłumaczył sobie, zakręcił się na pięcie i pomaszerował do biura. — W żadnym razie porządni klienci.



4 из 16