
Blake odetchnął.
— A, to co innego. Dlaczego panowie mi nie powiedzieli, że chcą jedynie tytułu własności tego piętra? Odniosłem wrażenie, że panowie mają zamiar zająć tę nieruchomość.
— Istotnie chcemy zająć tę nieruchomość — Wysoki schował umowę do kieszeni. — Zapłaciliśmy za nią czynsz za miesiąc z góry…
— Oraz — uzupełnił mały — miesięczne ubezpieczenie.
— A także — zakończył wysoki — dodatkowy miesięczny czynsz jako procent dla agenta. Jak najbardziej chcemy zająć tę nieruchomość.
— Ale jak… — Blake zachichotał nieco histerycznie — … macie zamiar zajmować nieruchomość, której nawet…
— Do widzenia, młody człowieku — przerwali mu unisono i skierowali w stronę windy. Widział, jak wchodzą do niej.
— Proszę na trzynaste — polecili windziarzowi. Drzwi zamknęły się. Panna Kerstenberg przeszła obok niego, szczebiocząc obowiązkowe „Dzień dobry, panie Blake” i weszła do biura. Blake ledwie skinął jej głową. Wpatrywał się w drzwi windy. Po chwili otwarły się, mały gruby windziarz wyszedł z niej i zaczął rozmawiać z portierem.
Blake nie wytrzymał. Pobiegł w stronę windy, zajrzał do środka. Była pusta.
— Słuchaj — zawołał, łapiąc grubego windziarza za rękaw przybrudzonego uniformu. — Ci dwaj, których przed chwilą zabrałeś, na którym piętrze wysiedli?
— Tam, gdzie prosili. Na trzynastym. A bo co?
— Na jakim trzynastym piętrze? Tu nie ma żadnego trzynastego piętra!
— Panie Blake — gruby windziarz wzruszył ramionami. — Ja robię, co mi każą. Jak ktoś mówi „trzynaste”, to go biorę na trzynaste. Jak mówi „na dwudzieste pierwsze”, to go biorę…
Blake wszedł do windy.
— Zawieź mnie tam — rozkazał.
— Na dwudzieste pierwsze? Już się robi.
— Nie, ty… ty… — Blake zauważył, że portier z windziarzem wymieniają porozumiewawcze uśmiechy. — Nie na dwudzieste pierwsze — ciągnął już spokojniej. — Zawieź mnie na trzynaste piętro.
