— A ja cię o coś jeszcze spytam — ciągnął windziarz z większą pewnością siebie, uwierzywszy w swój talent oratorski. — A co ja mam wspólnego z jakimiś planami budynku?

Blake zamknął drzwi od biura i oparł się o nie. Przejechał ręką po swoich rzedniejących włosach.

— Panno Kerstenberg — powiedział wreszcie zmienionym głosem. — No, i co pani powie? Tym dziwakom, którzy tu wczoraj byli — tym dwóm starym dziwakom — biuro głównie wynajęło trzynaste piętro!

— Tak? — spojrzała na niego sponad maszyny.

— I może mi pani wierzyć albo nie, ale oni właśnie pojechali na górę i objęli swoje biuro w posiadanie. Panna Kerstenberg uśmiechnęła się do niego.

— Jak to miło — rzuciła. I wróciła do pisania.

Następnego dnia Blake zobaczywszy wszystko, co się dzieje w holu, rzucił się w pośpiechu do telefonu. Wykręcił numer biura głównego.

— Z panem Gladstonem Jimmem — poprosił resztką tchu. — Panie Jimm, niech pan posłucha. Mówi Sydney Blake z McGowana. Panie Jimm, sytuacja robi się poważna! Wnoszą dzisiaj meble! Meble biurowe! A przed chwilą widziałem, jak paru ludzi wjechało na górę, żeby założyć telefony! Panie Jimm, oni naprawdę się wprowadzają!

Gladstone Jimm natychmiast spoważniał. Poświęcił tej sprawie całą swoją uwagę.

— Kto się wprowadza, mój chłopcze? Korporacja Tanzen Realty? Czy to znowu bracia Blair? Właśnie mówiłem w ubiegłym tygodniu, że ostatnio za spokojnie było w handlu nieruchomościami. Czułem przez skórę, że ten ubiegłoroczny Kodeks Dobrych Manier długo nie wytrzyma. Chcą zająć naszą własność, co? — Prychnął głośno i wojowniczo. — Nasza firma ma jeszcze parę sposobów w zanadrzu. Po pierwsze, upewnij się, czy wszystkie ważne papiery — listy lokatorów, dowody wpłat, nie przeocz niczego, synu — są w sejfie. Wyślemy tam trzech prawników i nakaz sądowy w ciągu pół godziny. A na razie staraj się…

— Pan mnie nie zrozumiał. To ci nowi najemcy. Ci, którym pan wynajął trzynaste piętro.



9 из 16