Obserwowała odlot maszyny, potem odwróciła się do drzwi penthousu, zdjęła żakiecik, przewiesiła go sobie przez ramię.

Głęboko we wnętrzu rozkosznego mieszkania poniżej umieszczonego na dachu ogrodu grała muzyka. Sma udała się jednak do gabinetu, gdzie czekał Skaffen-Amtiskaw.

Skanowanie, mające uaktualnić dublera, zajęło ledwie parę minut.

Sma miała zwykłe wrażenie dezorientacji, ale minęło dość szybko.

Zrzuciła buty i przez miękkie, ciemne korytarze poszła w kierunku muzyki.

Relstoch Sussepin wstał z fotela. Trzymał w ręce łagodnie żarzący się kieliszek nocnokwiatu. Sma przystanęła w drzwiach.

— Dziękuję, że zostałeś — rzekła, rzucając żakiecik na kanapę.

— Nie ma za co. — Uniósł do ust kieliszek świetlistego płynu, ale zmienił zdanie i objął go obiema dłońmi.

— Co, aaa… czy coś szczególnego chciałabyś…?

Sma uśmiechnęła się jakoś smutno, położyła ręce na oparciach stojącego przed nią obrotowego fotela i patrzyła na skórzaną poduszkę.

— Może teraz pochlebiam sama sobie, ale żeby zanadto nie owijać w bawełnę… — podniosła wzrok. — Czy miałbyś ochotę się pieprzyć?

Relstoch Sussepin znieruchomiał. Po chwili podniósł kieliszek do ust i pił. Wreszcie odstawił go powoli.

— Tak — odparł. — Tak, chciałbym… od pierwszej chwili.

— Mamy tylko ten jeden wieczór — powiedziała, unosząc rękę. — Tylko dziś wieczór. Trudno mi to wyjaśnić, ale od jutra… przez następne pół roku, może dłużej, będę niesłychanie zajęta. Będę musiała praktycznie się rozdwoić, rozumiesz?

Wzruszył ramionami.

— Jasne, cokolwiek sobie życzysz.

Sma odprężyła się, na jej twarz powoli wypłynął uśmiech. Obróciła fotel, zdjęła bransoletkę z dłoni i upuściła ją na siedzenie. Powoli odpięła górę sukni. Czekała.



22 из 375