Miszczuk był o głowę od nich wyższy. Skórę miał znacznie bardziej białą niż ktokolwiek z nich. Włosy wprawdzie miał czarne, ale profesor wiedział, że je farbuje, aby upodobnić się do kolegów. Tylko jego jasne oczy których błękit widział nawet przez przeciwsłoneczne okulary wskazywały na rzadkie nagromadzenie w jego genotypie szeregu cech recesywnych jednocześnie. Wyglądał na nieco zmęczonego, ale tryskał optymizmem. I zdążył już się uwinąć. Profesor uśmiechnął się.

— Ja któregoś dnia wyśledzę gdzie trzymasz tego cyborga, który odwala za ciebie robotę gdy tylko spuszczę cię z oka — zażartował.

Miszczuk uśmiechnął się z fałszywą niewinnością.

— Ależ panie profesorze, przecież w miejscu tak zapylonym żaden robot nie pociągnąłby długo.

— Skąd wiesz jak długo pociągają roboty? — zaciekawił się profesor. — No dobrze, żarty żartami. Masz jakieś problemy?

—Żadnych. Wszystko idzie jak po maśle.

— Poproszę cię po wieczornej naradzie o kilka słów na osobności.

— To będzie dzisiaj ta narada?

— Tak. To niestety niezbędne. Ale nie przejmuj się. Twoje plany i opisy warstw jak zwykle okażą się bez zarzutu. Prawda?

— Staram się.

Profesor podniósł rysownicę i oglądał przypięty do niej plan wykonań na papierze milimetrowym cienkim piórkiem maczanym w tuszu.

— Masz dobre oko i dobrą rękę — powiedział w zadumie. — Może trzeba było zdawać na grafikę?

— Archeologia dostarcza mi więcej satysfakcji.

Twarz dziwnego studenta była całkowice wyprana z emocji.

— Dobrze. Jakieś problemy?

—Żadnych. Dyspozycje?

— Skończ rysować i do wieczora masz wolne. Tylko, żeby inni nie widzieli. Nie należy wprowadzać niezdrowego fermentu.

Usta studenta wygięły się w porozumiwawczym uśmiechu. Reszta jego twarzy pozostała nieruchoma. Żaden cień uśmiechu nie dotarł do oczu, które pozostały objętne jak porcelanowe kulki.



11 из 205