
— Ja któregoś dnia wyśledzę gdzie trzymasz tego cyborga, który odwala za ciebie robotę gdy tylko spuszczę cię z oka — zażartował.
Miszczuk uśmiechnął się z fałszywą niewinnością.
— Ależ panie profesorze, przecież w miejscu tak zapylonym żaden robot nie pociągnąłby długo.
— Skąd wiesz jak długo pociągają roboty? — zaciekawił się profesor. — No dobrze, żarty żartami. Masz jakieś problemy?
—Żadnych. Wszystko idzie jak po maśle.
— Poproszę cię po wieczornej naradzie o kilka słów na osobności.
— To będzie dzisiaj ta narada?
— Tak. To niestety niezbędne. Ale nie przejmuj się. Twoje plany i opisy warstw jak zwykle okażą się bez zarzutu. Prawda?
— Staram się.
Profesor podniósł rysownicę i oglądał przypięty do niej plan wykonań na papierze milimetrowym cienkim piórkiem maczanym w tuszu.
— Masz dobre oko i dobrą rękę — powiedział w zadumie. — Może trzeba było zdawać na grafikę?
— Archeologia dostarcza mi więcej satysfakcji.
Twarz dziwnego studenta była całkowice wyprana z emocji.
— Dobrze. Jakieś problemy?
—Żadnych. Dyspozycje?
— Skończ rysować i do wieczora masz wolne. Tylko, żeby inni nie widzieli. Nie należy wprowadzać niezdrowego fermentu.
Usta studenta wygięły się w porozumiwawczym uśmiechu. Reszta jego twarzy pozostała nieruchoma. Żaden cień uśmiechu nie dotarł do oczu, które pozostały objętne jak porcelanowe kulki.
