— Proces usuwania medium z tkanek zakończony — rozległ się głos z komputera. — Usuń rurki.

Wyrywał je delikatnie palcami które nabierały coraz większej ruchliwości i jednocześnie bolały go coraz bardziej.

— Twój stan można określić jako jedno wielkie odmrożenie — poinformował go życzliwie automat. — Odkręć zawór z zieloną główką.

Zawory miały jednolicie szary kolor ale odkręcał go tyle razy podczas treningu, że wiedział o który chodzi. Trzeci od lewej. Wanna wypełniła się opalizującym płynem. Płyn wchłonął wodę. Ból zaczął powoli ustępować. Dotknął ostrożnie swojego uda. Ciało ustąpiło nieco pod naciskiem, choć nadal było jak na wpół zamrożone. Musiało minąć trochę czasu. Właściwie to nigdzie mu się nie spieszyło. Przymknął oczy. Czuł ból w miejscach skąd powyrywał sobie dreny. Jak przez mgłę przypomniał sobie to, co mówił jego przyjaciel Wachtag Amiredżibi. Wachtag był bardzo wykształconym człowiekiem, a do tego gruzińskim księciem z bardzo starej rodziny. I tak samo jak on nienawidził tamtego drania.

— Widzisz cały problem zasadza się w wodzie — powiedział.

— Hmm, to znaczy że woda...

— Woda to bardzo dziwna substancja. Zbudowana jest z tlenu i wodoru. Wodór pali się aż miło. Tlen podtrzymuje palenie. Wodór i tlen razem dają wspaniałą mieszankę wybuchową. A tymczasem woda zamiast palić się jak napalm gasi ogień. Ma też inne paskudne właściwości. Zamiast kurczyć się w czasie zamarzania puchnie. I to dość znacznie.

— Więc hibernacja...

— Ach, pracujemy nad tym. Co zrobiłbyś gdybyś był na naszym miejscu. Masz problem. Trzeba zamrozić żywą tkankę.



30 из 205