Igłę pokryła warstwa rdzy i teraz przypominała grube brązowe szydło. Sięgnął po ampułkę. To już nie była morfina. Zawartość rozwarstwiła się na kilka frakcji. Każda z nich wyglądała paskudnie i toksycznie. Niespodziewanie pomyślał, że chyba ma szczęście, że wogóle się obudził. Jeśli cała technika którą naćkano komorę w takim samym stopniu poddała się zębowi czasu to zakrawało na cud, że aparatura witalizująca jeszcze działała.

— Cie choroba — stwierdził.

Przypiął się pasami aby nie utonąć w wannie i pozwolił, aby jego głowa opadła na zagłówek. Trud powracania do życia wyczerpał go całkowicie. A przecież miało być zupełnie inaczej...

XV

Zdrajca ludzkości, plugawy degenerat, Sergiej Susłow zmaterializował się z cichym cmoknięciem w sali tranzytowej stacji orbitalnej. Ponieważ było to miejsce, do którego wstęp był surowo wzbroniony, a pojawił się tam za pomocą teleportacji, której używanie było zakazane pod karą śmierci możemy przyjąć za chwilowy pewnik, że knuł coś na zgubę ludzkości i jej wspaniałego dobroczyńcy, Starego Prezydenta. Susłow pochodził z rodu arcykapłanów Wielkiego Kongo. Jego przodkowie od szeregu pokoleń wybierali sobie na żony kobiety o maksymalnej możliwej domieszce krwi rasy białej, stąd też niemal zupełnie nie wyglądał na rosjanina. Miał lekko spłaszczony nos i włosy odrobinę mu się skręcały, ale skóra jego twarzy była niemal zupełnie biała. Dopiero gdy się uśmiechał widać było że jej odcień jest o ton ciemniejszy niż biel jego zębów. Także wierzchy dłoni kontrastowały z ich wewnętrzną stroną. Jego szczera p r a w i e słowiańska twarz wzbudzała zaufanie. Rozejrzał się ostrożnie naokoło. Pomieszczenie miało kształt połówki jajka. Jego ściany wykonano z pozłacanej stali.

— Sala tranzytowa — mruknął sam do siebie.

Tranzytowość sali nie była w żaden sposób związana z jego materializacją. Po prostu tu znajdowała się śluza na zewnątrz i tędy zapewne stacja otrzymywała zaopatrzenie w czasach zanim jej właściciel poznał tajniki teleportacji.



33 из 205