
7 czerwca wczesnym rankiem.
Nie wiedział kim jest ani skąd wziął się wewnątrz czegoś co wyglądało jak szafa. Pomieszczenie było bardzo ciasne ciemne i niskie. Czuł pod palcami drewniane ścianki. W ramię uciskał go drążek na którym wisiało kilka drewnianych wieszaków. Kiedyś w dzieciństwie czytał jakąś książkę o starej szafie, z której było przejście do innego świata. Pomacał dłonią dookoła. Szafa była ciasna i lita. Z pewnością nie miała innych wyjść niż przez drzwiczki. Usiłował wysilić pamięć, ale nic nie mógł sobie przypomnieć. Jego umysł był pusty. Nie wiedział jak się nazywa. Nie wiedział kim jest.
— Pewnie wyjdę z tej szafy i wpadnę prosto na męża jakiejś kobiety która mnie tu schowała — powiedział sam do siebie.
Cóż nie było to takie wykluczone. Ucieszył się że pamięta co to jest mąż, kobieta i szafa. Uczepił się tej myśli, ale nie przypomniał sobie nic innego. Pchnął drzwi. Człowiek o wyglądzie męża siedział na krześle koło leżanki. Na leżance nie było śladu pościeli, zresztą gołej kobiety też nigdzie nie było widać. Wychodzący z szafy stwierdził, że ma na sobie garnitur i wygodne półbuty.
