
Fred uznał, że ta uwaga wymaga kolejnej długiej rozprawy na temat charakteru, zalet i męskości Steve'a a raczej braku tych cech. Minął dłuższy czas, nim skończył mu się zapas obelg. Steve słuchał cierpliwie. Japończycy od wieków rozumieli, że kiedy mężczyzna stracił twarz, stawał się niebezpieczny. Żaden człowiek nie zapomina chwili swego poniżenia. Dlatego pozwolił Fredowi wygadać się do woli i nie rozprawił się z nim na oczach kolegów. Nie chciał mieć w nim wroga, jak zresztą w nikim w Eagle Falls. Chciał tylko, by dali spokój niebieskookiej kelnerce.
Fred zakończył swoją wiązankę. Płomień gniewu przygasał w jego oczach, a poziom adrenaliny wracał do normy. Był teraz zmarznięty, trząsł się w samej koszuli, a roztopiony śnieg ściekał mu z twarzy na szyję. Kilka minut na mrozie zwykle było sposobem na wszystko, nawet na urażone męskie ego i temperament. Steve spojrzał mu w twarz i odszedł.
Mężczyźni. Ponieważ jedyną rzeczą której Mary Ellen postanowiła unikać, były kontakty z przedstawicielami płci odmiennej, wydawało się wyjątkową ironią że wylądowała w gnieździe żmij. Oczywiście, psucie wszystkiego było jej specjalnością. Nigdy nie popełniała drobnych pomyłek. Zawsze przytrafiały się jej wielkie, klasyczne, przygnębiająco kłopotliwe błędy.
Wsunęła włosy pod czapkę i chwyciła za kijki. Wciągnęła w płuca czyste, rześkie powietrze i raz jeszcze spróbowała samą siebie przekonać, że przeprowadzka tutaj była najlepszą rzeczą jaka jej się w życiu trafiła. To fakt, nie doceniła liczby mieszkających tu mężczyzn. Podobnie nie rozważyła kłopotliwej sprawy pieniędzy. W najgorszych koszmarach nie przewidywała, że będzie pracować w barze, ale tu po prostu nie było innej pracy.
Mimo wszystko, swoją zmianę u Samsona zaczynała dopiero o czwartej. Do tego czasu była wolna.
Biegowe narty zostawiały wyraźny ślad na świeżym śniegu. Otaczały ją cuda. Wychowana na południu, nawet nie wyobrażała sobie takiego śniegu.
