
– Problem?
Mary Ellen nie mogła sobie wyobrazić, co ten mężczyzna uznawał za mały problem. Mówił o schwytaniu wilków i przewiezieniu ich na wyspę, jakby to była normalna praca.
– Parę dni temu została zastrzelona samica Białego Wilka. A dziesięć dni wcześniej oszczeniła się.
– Ktoś zabił matkę?
Głos miała cichy. Jeszcze przed chwilą sama łaknęła krwi tych zwierząt, chciała, by Steve użył strzelby i zabił je wszystkie. Ten biały olbrzym i jego stado przeraziły ją. I nadal przerażały. Ale wtedy nie sądziła że wilki są tak wrażliwe. Nie wyobrażała sobie młodej matki, ściganej, która zostawia bezradne, nowo narodzone dzieci.
– Mogłam się domyślić, że coś złego spotkało ich matkę. Przecież nie musiałbyś ich dokarmiać, gdyby matka żyła.
– Normalnie, jeśli umiera karmiąca wilczyca, inna samica ze stada przejmuje jej obowiązki. Przywiązuje się do szczeniaków i zaczyna wytwarzać mleko. Tyle że tam została już tylko jedna samica. Nie jest młoda i nic z tego nie wyszło. Dlatego karmię je mieszanką pięć razy dziennie. Niestety, są za młode i za słabe, by je teraz przenosić. A reszta stada też nie chce odejść. Nie bez tych małych. Człowiek nie jest w stanie pojąć wilczej lojalności. Wilk poświęci życie, by chronić tych, których kocha. Ten instynkt jest u nich tak silny, jak potrzeba jedzenia czy oddychania.
Steve chwycił za ramię dziewczynę, kiedy potknęła się na śliskim poboczu. Spojrzała na niego. Twarz miał zaczerwienioną z zimna, choć wydawało się, że jest odporny na mróz. Puścił ją zaraz, ale ochronił przed upadkiem tak odruchowo, jak wilki, o których opowiadał. Przywiązanie do tych zwierząt nie było przypadkowe. Wydawał się być do nich podobny. Samotny wilk. Człowiek ceniący lojalność, który chętnie poświęcał się dla tych, na których mu zależało. Najwyraźniej świadomie wybrał taką pracę i styl życia.
