– A więc? – spytała. – Ile czasu wymaga rozwiązanie tego problemu?

– Przynajmniej miesiąca może więcej, zanim szczeniaki będą na tyle silne, by je przewieźć. Wszystko to jest trochę ryzykowne. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie warto trzymać ich razem. Mógłbym je oddać do jakiegoś zoo. Bez problemu znajdę ludzi, którzy się nimi zaopiekują. Ale jeśli teraz oddzielę je od stada, nigdy nie będą mogły wrócić na swobodę. Uczą się od dorosłych. Starsi pokazują im, jak przeżyć w lesie, a tego człowiek nie potrafi. Nie wiadomo, czy utrzymam je przy życiu tak długo. W czwartek odbędzie się w miasteczku wiec. Wiem, że chcą głosować, czy ogłosić otwarty sezon polowań na moich kumpli.

Znowu spojrzała na niego. Głos mu się nie zmienił, pozostał tak samo pogodny i spokojny. Mówił tak, jakby ten wiec był problemem nie większym niż niedzielny spacer. A jednak musiało mu być ciężko. Był niechcianym przybyszem i opiekunem niechcianych zwierząt. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jakiej siły woli wymaga wystąpienie przed całym miasteczkiem, które uważało go za wroga.

– Pewnie już miewałeś takie problemy?

Nie odpowiedział jej, choć kiedy nagle przestał mówić, nie była pewna, dlaczego. Stromy grzbiet był taki sam jak te, które niedawno minęli, dziki i porośnięty drzewami. Żadnych śladów na śniegu, żadnego znaku, że kiedykolwiek człowiek trafił w to dziewicze miejsce. Potem jednak dostrzegła oliwkową skrzynkę, podobną do tych, w jakie pakuje się kanapki i drinki na piknik.

Steve pochylił się i odsunął pokrywkę. Ta skrzynka stanowczo nie zawierała piknikowych zapasów. Dziwne z wyglądu butelki ze smoczkami były owinięte termoforami. Odpakował jedną i pokazał ją Mary Ellen.

– Dostałem te butelki ze szpitala w Houghton. Są prze znaczone dla dzieci z rozszczepieniem podniebienia, ale świetnie się nadają dla szczeniaków zbyt młodych, że by ssać.



22 из 121