Pomysł ucieczki coraz bardziej się jej podobał. To może zrobić. Zniknie. Stanie się kimś innym. Wyjedzie tam, gdzie nikt jej nie zna i nie ma pojęcia o tym, co zrobiła ze swoim życiem.

Najlepiej, gdyby to było miejsce bez mężczyzn. Po raz ostatni zrobiła z siebie idiotkę wobec jakiegokolwiek faceta. Ale ten drobny szczegół stanowił raczej wyzwanie niż problem. Na ogromnych połaciach Stanów Zjednoczonych z pewnością istnieje miejsce bez mężczyzn. Po prostu musi je znaleźć.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Steve Rawlings pchnął drzwi do knajpy Samsona i otrzepał śnieg z butów. Światło zakłuło go w oczy. Ściągnął rękawice, czapkę i odruchowo skierował się do stolika w tyle sali. Tak jak się spodziewał, przy barze było tłoczno. Ludzie nie mieli nic do roboty w mroczną śnieżną poniedziałkową noc w Eagle Falls. Mogli tylko pić i dyskutować głośno o meczu.

Na ekranie czarno – białego telewizora nad barem szalały Lwy. Obraz był nieostry; nie najlepszy odbiór to rzecz zwykła w tym odizolowanym zakątku Półwyspu Michigan. Równie zwykła jak płynące szerokim strumieniem piwo. Kilku ludzi obejrzało się na przechodzącego Steve'a. Nikt nie skinął mu głową nie poprosił, żeby się przysiadł. Pewnie przewróciłby się z wrażenia gdyby ktoś spróbował. Jego praca dawała mu popularność roznoszącej zarazę piranii. Był do tego przyzwyczajony. Jak dotąd, chłopcy obchodzili go z daleka, lecz nie okazywali wrogości. Do licha, bywał już w miejscach, gdzie ludzie witali go dubeltówką.

Chuchając w dłonie, usiadł na wytartej sosnowej ławie. Na zewnątrz panował mróz. Pracował na dworze prawie sześć godzin. Buty pokrył mu lód, palce zdrętwiały, a w brzuchu burczało z głodu. Niezgrabnie rozpiął i zsunął z ramion kurtkę. Schylił głowę i wtedy usłyszał miękki kobiecy głos. Podniósł wzrok.



3 из 121