David Leslie skinął głową.

– Postąpiłeś mądrze, milordzie, nie ma się czego wstydzić. Chodźmy, przedstawię cię królowi. Parlament nie chce go tutaj, mimo to przybył, a lud go pokochał.

Książę pokłonił się nisko swemu królowi, lecz kiedy podniósł na niego wzrok, nie zobaczył Stuarta. Wysoki wzrost był jedynym, co łączyło go ze Szkotami. Miał czarne włosy, ciemne niczym rodzynki oczy swej matki i posępne rysy Francuza. Wyglądał jak dziadek, Henryk IV, lecz ani trochę jak Stuart. Nie było w nim nic znajomego, powiedział Jasmine Rudy Hugh. James Leslie, wyraźnie skonsternowany, poczuł kolejny przypływ wyrzutów sumienia. Po co tu przyjechałem, zastanawiał się. Z czystego sentymentu? Poczucia obowiązku? Zignorował kardynalną zasadę swej rodziny, by nie angażować się w sprawy królewskiej gałęzi rodu Stuartów. Jasmine miała rację, przyznał w rozmowie z Rudym Hugh: za każdym razem, gdy Leslie z Glenkirk zadawali się ze Stuartami, pojawiały się kłopoty. Lecz kiedy król przemówił, nawet wątpliwości Rudego Hugh rozwiały się bez śladu. Władcy nie sposób było odmówić charyzmy.

– Drogi książę – powiedział głębokim, pełnym, łagodnym głosem – twa lojalność nie pozostanie niezauważona, choć nie mieliśmy okazji dotąd się spotkać. Od wielu lat nie pojawiałeś się na dworze, jednak twój kuzyn, książę Lundy, wspomina o tobie i twojej matce często i z miłością. Przekaż, proszę, wyrazy uszanowania księżnej.

– Przykro mi z powodu twego ojca, Wasza Wysokość – odparł James Leslie – znałem go od urodzenia i modlę się za jego dobrą duszę.

– W sposób zalecany przez prezbiterian, mam nadzieję – zauważył król, unosząc w ledwie dostrzegalnym uśmiechu kąciki warg.

– Oczywiście, Wasza Wysokość – odparł książę, kłaniając się. W jego zielonych oczach zabłysły iskierki rozbawienia.

Przez cały sierpień Anglicy na próżno starali się przełamać obronę Szkotów.



11 из 312