
Drugiego września opuścili wygodne pozycje na wzgórzach otaczających Dunbar i rozbili bezczelnie obóz na równinie, tuż pod bokiem Anglików. Zamierzali zaatakować rankiem, lecz Anglicy uderzyli pierwsi. Armia szkockich prezbiterian Karola II została osaczona na niemożliwym do obrony, płaskim terenie i sromotnie pobita. Czternaście tysięcy ludzi straciło tego dnia życie, a wśród nich James Leslie, pierwszy książę i piąty lord Glenkirk.
Jasmine Leslie witała powracających z kamienną twarzą. Pochowała męża nie uroniwszy łzy, choć osobiście dopilnowała, by jego ciało zostało troskliwie obmyte i ubrane w najlepszy strój. Złożono je w trumnie, otoczonej płonącymi świecami. Z wioski przybył prezbiteriański kapłan, wielebny pan Edie, by odprawić nad trumną długie, choć zaimprowizowane modły.
Gdy odszedł, Jasmine sprowadziła anglikańskiego pastora, który wiódł kiedyś w Glenkirk wygodne życie. Kiedy rodzinie narzucono Kowenant, został zmuszony do przejścia na emeryturę – dla bezpieczeństwa własnego i Lesliech. Teraz złożył Jamesa Leslie w elegancki, anglikański sposób do grobu, żegnając pięknymi słowami z modlitewnika króla Jakuba.
Jasmine zamknęła się na kilka dni w odosobnieniu.
– Chcę opłakiwać męża w samotności – powiedziała do syna. Pewnego dnia wybrała się jednak do BrocCairn, na spotkanie z siedemdziesięciosiedmioletnią matką.
– Teraz obie jesteśmy wdowami – powiedziała Velvet Gordon.
– Przyszłam się pożegnać – wyjaśniła Jasmine spokojnie. – Nie mogę mieszkać dłużej w Glenkirk. Może powrócę tu pewnego dnia, lecz teraz muszę wyjechać.
