
– Opuścisz swego syna? – spytała jej matka.
– Patrick będzie cię potrzebował. Powinien znaleźć sobie szybko żonę, poślubić ją i się ustatkować. Ciągłość rodu powinna zostać zabezpieczona. Twoim obowiązkiem jest pozostać przy jego boku.
– Patrick ma już trzydzieści cztery lata, mamo, i jest w stanie sam znaleźć sobie żonę. Nie potrzebuje mnie ani mojej opinii, ja zaś muszę wyjechać z Glenkirk, inaczej umrę tam z żalu. Każdy pokój, każdy zakątek przypomina mi o Jemmiem. Nie mogę tego znieść! Muszę wyjechać! Gdy pięć lat temu umarł Alex, miałaś koło siebie pięciu synów i liczne wnuki. Pomogli ci uporać się z rozpaczą. Ja mam tylko Patricka, pozostałe dzieci rozproszyły się po świecie. Patrick mnie nie potrzebuje. Trzeba mu żony i dziedzica, ale nie znajdzie ich, jeśli pozostanę i będę nadal zapewniała mu wygody. Zamierzam zabrać z sobą Adalego, Rohanę i Toramalli.
– Patrick powinien był dawno się ożenić – stwierdziła hrabina BrocCairn, zirytowana. – Zepsuliście go, pozwalając mu robić, co chce. Nie wiem, co stanie się, kiedy wyjedziesz, uważam jednak, że nie powinnaś uciekać.
Jasmine pożegnała się z matką, przyrodnimi braćmi i ich rodzinami. Wróciła do Glenkirk utwierdzona w postanowieniu. Zebrała służących, którzy byli z nią przez całe życie i oznajmiła im o zamiarze opuszczenia Glenkirk.
– Chcę, byście pojechali ze mną.
– A dokąd moglibyśmy się udać, jeśli nie tam, gdzie ty, księżniczko – powiedział Adali, rządca.
Choć bardzo wiekowy, zachował siły i zarządzał gospodarstwem równie sprawnie, jak tuż po tym, gdy przybył do Glenkirk. – Byliśmy z tobą, odkąd się urodziłaś. Pozostaniemy przy tobie, póki nie rozdzieli nas Bóg.
Jasmine zamrugała, powstrzymując łzy wzruszenia. Było to pierwsze uczucie, jakie pozwoliła sobie okazać od śmierci męża.
– Dziękuję, Adali – powiedziała cicho, a potem dodała, zwracając się do równie wiekowych pokojówek:
