
– A wy, moje drogie?
– Pojedziemy z tobą, pani. Tak jak Adali, jesteśmy twoje do śmierci – odparły bliźniaczki.
Rohana pozostała panną, lecz Toramalli poślubiła jednego ze zbrojnych Lesliech. Nie mieli własnych dzieci, wychowali jednak bratanicę.
– Jesteś pewna, Toramalli? – dopytywała się Jasmine. – Fergus wolałby zapewne pozostać. Przez całe życie prawie nie oddalał się od Glenkirk. Musisz się z nim naradzić, zanim dasz mi odpowiedź.
– Fergus pojedzie – odparła stanowczo Toramalli. – Nie mamy dzieci ani wnuków, a Lily jest już w Anglii, w służbie lady Autumn. Mamy tylko tę małą rodzinę, złożoną z mojej siostry i Adalego. Byliśmy razem zbyt długo, by teraz się rozstawać.
– Jestem wam wdzięczna – powiedziała księżna z uczuciem. – Jutro zaczniemy się pakować.
Po południu wspięła się na szczyt zachodniej wieży, skąd roztaczał się widok na okolicę. Zdyszana, weszła na dach. Za nią niebo zaczynało już ciemnieć. Na wschodzie widać było gwiazdę wieczorną: wielką, jasną i zimną. Przed sobą miała zachodzące w glorii słońce. Intensywne barwy czerwieni i złota, przetykane smugami fioletu, tworzyły wspaniały spektakl. Niebo powyżej było jeszcze błękitne, pełne obramowanych złotem, różowych obłoków, płynących majestatycznie ku odległemu horyzontowi.
Jasmine westchnęła i spojrzała w dal, ponad otaczające Glenkirk wzgórza. Była tu bardzo szczęśliwa. Mieszkała w zamku dłużej, niż gdziekolwiek indziej, lecz był z nią Jemmie.
Teraz, gdy umarł, Glenkirk zaczęło wydawać się jej obce. Czuła, że musi stąd wyjechać. Wbrew temu, co wmawiała innym, nie była wcale pewna, czy kiedykolwiek powróci. Glenkirk bez Jamesa nie było już takie samo. Westchnęła ponownie i skierowała się ku prowadzącej w dół drabinie. Jeśli pozostanie na wieży zbyt długo, biedny Adali gotów poczuć się w obowiązku po nią przyjść. Rzuciła po raz ostatni wzrokiem na otaczającą zamek, majestatyczną scenerię i zaczęła schodzić. Nadszedł czas, by porozmawiać z Patrickiem.
