
Znalazła syna w wielkiej sali, siedzącego przy jednym z dwóch kominków. Był przystojnym mężczyzną o ciemnych włosach i zielonych oczach swego ojca.
– Dokąd się udasz? – zapytał. – Nie chcę, byś wyjeżdżała, matko. Wiem, że jestem od dawna dorosły, ale dopiero co straciliśmy ojca. Nie chcę stracić i ciebie.
Ujął jej dłoń i serdecznie ucałował. Księżna Glenkirk przełknęła łzy. Musi być silna, ze względu na syna i na siebie.
– Wdowi domek w Cadby jest moją własnością – powiedziała. – Mam zamiar w nim zamieszkać. Jestem przecież nie tylko księżną wdową Glenkirk, ale i owdowiałą markizą Westleigh. Lubię Anglię, a Bóg mi świadkiem, że klimat w Cadby bardziej odpowiada starym kościom niż chłód i wilgoć Glenkirk.
– Lecz toczy się wojna, mamo! Nie chcę, byś pakowała się na oślep w niebezpieczeństwo dlatego, że opłakujesz męża – powiedział.
– Twój brat, markiz Westleigh, był na tyle mądry, iż nie zaangażował się po żadnej ze stron. Pozostaje lojalny wobec aktualnej władzy. Poza tym, jak reszta z nas, od dawna trzyma się z dala od dworu, Cadby zaś położone jest, podobnie jak Glenkirk oraz Queen's Malvern, na uboczu. No i kto chciałby zakłócać spokój opłakującej męża starej kobiety?
– Nie jesteś stara! – zawołał, a potem się uśmiechnął. – Zaczynasz mówić jak moja prababka, cudowna, choć przerażająca madame Skye.
Roześmiała się i uścisnęła lekko jego dłoń.
– Mam sześćdziesiąt lat – powiedziała – i z pewnością nie jestem już pierwszej młodości. Ze wszystkich moich dzieci jedynie ty pozostałeś w Szkocji, Patricku. Spośród twoich braci dwaj są Anglikami, a pozostali dwaj zamieszkali w Irlandii i są praktycznie dla mnie straceni. India i Autumn osiedliły się w Anglii, a Fortune w koloniach. Najwyższy czas, byś i ty się ustatkował. Odpowiedzialność za Glenkirk spadła nagle, choć trudno powiedzieć, że nieoczekiwanie, na twe szerokie ramiona. Powinieneś był się ożenić dawno temu. Potrzebujesz żony, a przede wszystkim dziedzica.
