– Postaram się. Ale mam nadzieję, że i pan zrobi wszystko, żeby mi nie przeszkadzać.

ROZDZIAŁ DRUGI

Rose dotarła do domu dopiero o zmierzchu. Zajrzała do Lindy Donovan, aby zobaczyć, jak z jej astmą, kupiła kraby na kolację dla dziadka i umówiła się na kolejną nieprzyjemną rozmowę z dyrektorem banku.

Ganek był obrośnięty dzikim winem, które w tropikalnym klimacie rozrastało się w tempie kilku centymetrów dziennie. Rose pomyślała ze znużeniem, że będzie musiała znaleźć czas, żeby je przyciąć.

– Wkrótce – powiedziała do siebie, chociaż było to jedno z najbardziej nienawistnych jej słów. Wkrótce trzeba będzie odmalować łódź i wyremontować spracowany silnik. Wkrótce będzie musiała zasiąść do książek i czasopism, gdyż zaczynała tracić kontakt z medycyną. Wkrótce trzeba się będzie zająć ogrodem. Wkrótce spłaci wystarczającą część pożyczki, by ograniczyć się do jednego rejsu dziennie, a resztę czasu poświecić nauce i dziadkowi.

– Gdybym była Ryanem Connellem, wynajęłabym służbę – mruknęła zgryźliwie, ale sama myśl o nim przyprawiła ją o rumieńce gniewu.

Właściwie dlaczego? Zachował się przecież przyzwoicie, dzięki czemu, pomimo zakusów Rogera Baina, dalej mogła zarabiać na życie. Tyle że wcale nie chciała zawdzięczać niczego Ryanowi Connellowi – szczególnie że jego przyjazd odsuwał ją od opieki nad chorymi i jeszcze silniej podkreślał iluzoryczność marzeń o wizytówce „Dr Rose O’Meara” na drzwiach.

Rose zmarszczyła brwi: w domu było zupełnie cicho, chociaż zawsze od progu witały ją dźwięki dziennika telewizyjnego.

– Dziadku? – zawołała. – Mam kraby na kolację. Odpowiedziała jej cisza.

W nagłym przypływie paniki zapomniała o Ryanie Connellu i zaniedbanej karierze lekarskiej. Cisnęła zakupy na stół kuchenny i przebiegła przez dom, nieustannie powtarzając:

– Dziadku! Dziadku!



13 из 116