– Sprzedaj łajbę – upierał się dziadek, ale łódź była jedynym źródłem zarobku, jeśli Rose miała tu pozostać. Stary, chory człowiek był najbliższą jej osobą, zacisnęła więc zęby i za wszelką cenę próbowała wygrzebać się z tarapatów. Po dwóch latach zaciekłych wysiłków nadal była na skraju bankructwa.

A teraz dziadek nie żył. Zniknął ciężar, który tak długo spoczywał na jej barkach, a przecież nie odczuwała żadnej ulgi.

– Mogę teraz sprzedać łódź i dom – szepnęła – i spłacić dług.

A co potem? Staż, dyplom – wszystko to nagle utraci, ło dawny czar. Wydała się sobie stara i zmęczona, o wiele, wiele starsza od studentki, którą była dwa lata wcześniej. Trzeba wynosić się stąd, pomyślała. Nawet po uzyskaniu dyplomu nie miała po co wracać: wakujące miejsce zajął doktor Connell.

Zadzwoniła do Stevena Prosta, lekarza z sąsiedniego miasteczka.

– Możesz zacząć przygotowania do pogrzebu – powiedział. – Moje oględziny nie są konieczne.

Ostatnimi czasy Steven powierzał jej coraz więcej medycznych spraw i nawet zostawiał nie wypisane, poświadczone już recepty. A teraz miała stracić to wszystko, tak jak straciła dziadka. Kończył się następny rozdział jej życia.

Tej nocy spała bardzo źle: z trudem zasnęła, a potem dręczyły ją koszmary. Wstała wcześnie i wyszła na werandę, żeby zobaczyć wschód słońca.

Nie powinna może iść dziś do pracy, z drugiej jednak strony nie mogła sobie pozwolić na bezczynność, zwłaszcza że w perspektywie ma pogrzeb. Rejsy muszą odbywać się ciągle, jeśli chce mieć nadzieję na sprzedanie łodzi, a poza tym na ósmą zamówiła się grupka turystów. Rose zerknęła niecierpliwie na zegarek; chciała rzucić się w wir zajęć i znaleźć daleko od domu oraz bolesnych wspomnień.

A mimo wszystko nie zdążyła na czas. O wpół do ósmej zadzwoniła kobieta z zakładu pogrzebowego, ustalenie zaś szczegółów ceremonii zabrało nadspodziewanie wiele czasu. W efekcie, kiedy Rose zajeżdżała rowerem na miejsce, była zgrzana, czerwona i piętnaście minut spóźniona.



15 из 116