– To tylko drzewo – sprzeciwiła się Rose.

– Doprawdy? – zapytał przeciągle Connell. – Widzę, że niełatwo pani przyznać się do pomyłki. A może byśmy tak spróbowali? Proszę bardzo, niech pani skoczy, podpłynie do tego pniaka i go szturchnie, co?

– Niech pan nie gada głupstw – żachnęła się Rose. Na brzegu może i nie ma krokodyli, ale w wodzie…

– No proszę, stanęło na moim – zaśmiał się lekarz, a potem zwrócił się do turystów: – No jak, ma ktoś z państwa oczy na tyle dobre, żeby odróżnić krokodyla od pniaka?

– Ruszył się! – zawołała triumfalnie starsza pani. – Oczy mi jeszcze zostały dobre. Ale wielki!

– A ja widzę samicę – zawtórowała inna turystka. – Z tyłu,… z tyłu jest chyba ich kryjówka.

Zaczepny grubas także przyjrzał się brzegowi, a potem odwrócił wzrok do Rose i wykrzywił ironicznie wargi.

– A jakże, pewnie że mają tam kryjówkę. Też mi przewodniczka, która z tak bliska nie potrafi zobaczyć krokodyla.

Rose osłupiała. Dookoła pstrykały aparaty fotograficzne, terkotały kamery wideo, wszyscy w gnijącej kłodzie widzieli jak najprawdziwszego krokodyla. Już otwierała usta, żeby zaprotestować, ale szybko się zreflektowała i spojrzała w oczy Ryanowi.

– No i co, teraz już pani widzi?

Nikt w tej chwili nie zwracał na nich najmniejszej uwagi.

– Byłabym głupia, gdybym nie zobaczyła.

– Bardzo rozsądnie – mruknął, a w jego oczach pojawiły się iskierki rozbawienia. – Jeśli chce pani dalej prowadzić swój turystyczny interes, będzie pani musiała popracować trochę nad swoją spostrzegawczością.

– Albo będę pana brała z sobą. Przy takim sokolim wzroku potrafiłby pan chyba wyśledzić niedźwiedzia polarnego.

– Od rana widziałem już cztery – odparł z niewinnym uśmiechem. – Niezbyt duże, ale to chyba jeszcze nie ich pora.

Rose z trudem stłumiła śmiech, gdyż któryś z turystów zwrócił się do niej z pytaniem i uznała, że powinna mu odpowiedzieć z poważną miną. Niechże sobie myślą, co chcą, byleby byli zadowoleni. Zrobiono ostatnie zdjęcia, „Krokodylek” ożył i ruszył w drogę powrotną do przystani.



20 из 116