
– Udało się – oznajmiła ojcu – ale teraz trzeba przewieźć Cathy do Batarry. – W Batarrze, sto kilometrów na południe, mieszkał najbliższy chirurg. – Trzeba natychmiast operować tę przepuklinę. Dwa razy się udało, ale nie wolno więcej ryzykować.
– Dobrze, ale nie dzisiaj. Zamówię wizytę. Dziś muszę być w pracy, a moja żona nie siada za kierownicą.
– Nie ma mowy – sprzeciwiła się Rose. – Dzwonię do Batarry, żeby czekali na was. I proszę się pospieszyć.
Lunch – krakersy i kawa z termosu – zjadła koło swojej łodzi. Ten chirurg z Batarry, myślała, jest dość stary i ręka już chyba trochę go nie słucha. Ale… ale nie ma innego wyboru. Natychmiastowa interwencja jest konieczna. O kilkanaście metrów od niej, za matowymi oknami luksusowego jachtu, skrył się doktor Ryan Connell i może nawet w tej chwili jej się przygląda.
– Popijając szampanem czarny kawior – mruknęła do siebie. – Obym już nigdy nie musiała zamienić z nim ani słowa.
ROZDZIAŁ TRZECI
Nie zamieniła z nim ani słowa przez następne cztery godziny. Rejs popołudniowy przebiegł gładko, ponieważ krokodyle łaskawie ukazywały się turystom, Kiedy wszyscy wysiedli, Rose zmyła pokład, a potem spędziła kilkadziesiąt minut nad silnikiem. Nikt na nią nie czekał w domu, nie było gdzie się spieszyć.
– Jutro masz wolny dzień – szepnęła do łodzi, chowając pod fotele tablicę informacyjną, zamiast wystawić ją na pomoście. – Zasłużyłaś sobie na to. – Gdy odwróciła się, stwierdziła, że z desek pomostu przygląda się jej Ryan Connell.
– Wystarczająco już brudna?
Rose, cała w plamach z oleju silnikowego, spłonęła rumieńcem.
– Gdzie ciężka praca, tam i brud; nie mam się czego wstydzić.
– Mam nadzieję, że dzisiaj nie zasłużyłem sobie na opinię bezczynnego bogacza. Wytropiłem krokodyla!
Rose nie mogła powstrzymać uśmiechu.
– Wyobrażam sobie twarze moich turystów, kiedy na zdjęciach zobaczą, że z ogona ich „krokodyla” wyrastają gałązki. – Zawahała się na moment. – Nie zdążyłam podziękować. To było… bardzo miłe z pana strony.
