Przyglądał się jej z zagadkowym wyrazem twarzy.

– Zazwyczaj nie staram się być przesadnie miły.

– Doprawdy?

– Tak – powiedział z ociąganiem. – Skończyła już pani na dzisiaj?

Wyciągnął rękę, żeby pomóc jej wejść na pomost, ale żachnęła się z irytacją. Dlaczego przy tym człowieku czuje się tak nieswojo?

– Dziękuję, dam sobie radę.

– Nie wątpię – mruknął i cofnął się o krok. – Niech mi pani powie – przez chwilę jakby szukał właściwych słów – czy w domu jakiś mężczyzna przygotowuje właśnie dla pani kolację i ustawia pantofle przy łóżku?

W pierwszej chwili Rose chciała powiedzieć coś żartobliwego i kąśliwego, ale kiedy przypomniała sobie, że dom czeka na nią pusty, natychmiast spochmurniała. Ryan Connell dostrzegł to.

– Przepraszam, jeśli powiedziałem coś niewłaściwego – powiedział speszony. – Chodziło mi…

– Nie, wszystko w porządku – ucięła Rose.

– W takim razie… – Widać było, że Ryan Connell stara się o beztroski ton. – Mój sekretarz ma wolne popołudnie, więc moglibyśmy zjeść u mnie kolację.

– Co takiego? – zapytała głosem ochrypłym ze zdumienia.

– Ja miałabym z panem zjeść kolację? Chyba pan żartuje.

– Kiedy już lepiej mnie pani pozna, zobaczy pani, że bardzo rzadko żartuję.

– Ani mi się śni poznawać pana lepiej, doktorze Connell.

– Mam na imię Ryan.

– Doktorze Connell, żyjemy w innych światach i nic nas nie łączy. – Zerknęła na swoje gołe nogi, pokryte plamami oleju. – Ma pan z pewnością na jachcie drogie meble i nie chciałabym ich pobrudzić.

– Może aż tak bardzo mi na tym nie zależy.

Zerknęła podejrzliwie na jego twarz, ale nie dostrzegła w niej śladu drwiny.

– Jeśli dobrze zrozumiałem – ciągnął Ryan – przez ostatnie dwa lata udzielała pani w Kora Bay porad lekarskich, więc mój przyjazd odbiera pani zajęcie.



23 из 116