
Dopiero teraz Rose zaczęła się rozpaczliwie szarpać i wyrywać.
– Proszę mnie puścić! – zawołała i ręką ściśniętą w pięść uderzyła go w ramię. – Co pan sobie wyobraża?
– Chciała się pani wykąpać. Proszę, nie trzeba daleko chodzić.
– Nie mogę… Nie mam ubrania na zmianę… Zostawię na pańskiej wannie grubą warstwę oleju. Muszę wracać do domu.
– Najpierw problem numer jeden – mruknął Connell i przycisnął stopą duży, żółtawy guzik koło wanny, która natychmiast zaczęła się napełniać pienistym płynem. – To znakomite mydło nie zostawi kropelki oleju nie tylko na pani, ale i na ściankach wanny. – Ryan Connell wskazał brodą stos białych materiałów w koszu pod ścianą. – A teraz problem numer dwa. Tutaj są ręczniki i szlafroki kąpielowe. Ponieważ w tej chwili pani ubranie jest równie brudne jak pani, więc radzę wykąpać się w nim, a potem zdjąć i powiesić na zewnątrz. Wyschnie, zanim zdążymy zjeść kolację.
– Nie mam zamiaru…
– Kąpać się w ubraniu? – zapytał z uśmiechem Connell.
– Doskonale panią rozumiem, znacznie lepiej kąpać się nago. Sądzę jednak, że w obecnej sytuacji poczuje się pani bezpieczniej, mając na sobie jedną czy dwie warstwy ochronne. Może… – na chwilę zawiesił głos – może tak będzie bezpieczniej dla wszystkich, – Jak pan śmie?! Proszę mnie puścić, i to natychmiast!
– Na pewno?
– Na pewno!
Ryan Connell postąpił o krok do przodu, a Rose natychmiast zrozumiała, co teraz nastąpi. Było już jednak za późno. Za późno na protesty, obronę i na wiele innych rzeczy. Jednym płynnym ruchem została opuszczona w pienistą kąpiel.
Pierwszym odczuciem była kojąca przyjemność. Rose pogrążyła się w czułym, puszystym objęciu piany. Kiedy się wyprostowała, stała po piersi w wodzie, a wędrujące po skórze bąbelki pieściły zmęczone ciało. Popatrzyła na stojącego nad nią mężczyznę i przymknęła oczy. To niemożliwe. To sen. To nie dzieje się naprawdę.
