Gerd zdziwiła się. Co to tak świeci tam daleko? Dziwne, przecież to odludzie. Ciągnące się kilometrami torfowiska, poprzecinane gdzieniegdzie zagajnikami. Nic poza tym… Wśród drzew migotało jednak jakieś światełko, słabe, przyjazne, jakby światło w oknie. Czy możliwe, by tam na bagnach stał jakiś dom?

Uświadomiła sobie, że w całym miasteczku nikt prócz niej nie widzi tego światełka w mroku, gdyż z innych domów nie rozciągała się tak rozległa panorama. Poczuła nić wspólnoty i cieplej jej się zrobiło na sercu.

Nagle zadzwonił telefon.

– Gerd Hansen? – usłyszała w słuchawce przyjazny głos. – Słyszysz mnie? To, co ci powiem, jest naprawdę ważne. Opuść natychmiast dom! Biegnij czym prędzej gdzieś między ludzi: do kawiarni, cukierni, gdziekolwiek. Przez kilka godzin nie wracaj do swojego mieszkania!

– Ale… dlaczego?

– Ktoś chce ciebie skrzywdzić, Gerd. Myślę, że dobrze wiesz, o co chodzi.

– Tak – wyjąkała. – Ale przecież dom został dokładnie sprawdzony, przeszukany i zamknięty.

– To nie człowiek ci zagraża. Wyjdź z domu, a nic ci się nie stanie! Zaufaj mi, pragnę twego dobra. Biegnij już!

– Dobrze. Ale kim jesteś?

Na moment zaległa cisza.

– Powiedzmy, że dobrze cię rozumiem.

A potem rozmówca odłożył słuchawkę.

ROZDZIAŁ II

Cichy gwar cukierni niczym ochronny mur otoczył dziewczynę. Gerd rozpaczliwie usiłowała pozbierać rozbiegane myśli. Co teraz zrobi? Czy z tego miasteczka także ma uciec, zmienić tożsamość, by znów w jakimś odległym miejscu kolejny raz zaczynać wszystko od nowa?

Poza tym pozostawał do rozwiązania najbardziej palący problem: gdzie spędzić dzisiejszą noc? Kanapa w mieszkaniu Ellinor była rozwiązaniem doraźnym.

Przyjaciółka i tak się często dziwiła.



13 из 112