
„Dlaczego tak bardzo obawiasz się poznać bliżej jakiegoś mężczyznę?” zapytała kiedyś. „Odnoszę wrażenie, że nie masz odwagi się zakochać. Wydajesz się taka samotna”. „Miłość to luksus, na który nie mogę sobie pozwolić”, odpowiedziała jej wówczas ze śmiechem. „Nie, nie, to nie dla mnie”.
W tym zimnym, bezdusznym świecie znalazł się jednak ktoś, kto pragnął jej dobra, kto ją rozumiał… Dziewczynie zrobiło się cieplej na sercu, gdy przypomniała sobie głos w słuchawce. Kim był człowiek, który do niej zadzwonił?
Siedziała przez pół godziny, targana niepokojem, gdy nagle okolicą wstrząsnął huk. Wszyscy zamarli na moment, ale już po chwili w cukierni znów słychać było śmiechy i zwykły gwar. Gerd wybiegła na dwór. Tylko ona wiedziała, co się stało.
Ze starego budynku szkoły buchały kłęby dymu. Gerd poczekała, aż wóz straży pożarnej wjedzie na podwórko, a potem podeszła bliżej. Spotkała wybiegającego z korytarza strażaka.
– Ktoś podłożył petardę na schodach w piwnicy – zawołał, krztusząc się i kaszląc. – Głupi kawał!
To ostrzeżenie, pomyślała Gerd. Chcą mnie nastraszyć.
Komendant straży podszedł do niej i zapytał:
– Czy ktoś był w domu?
– Nie, dwoje pozostałych lokatorów ma wrócić późnym wieczorem.
– Szkody nie są duże, zaledwie kilka połamanych desek, ale radziłbym pani przenocować w hotelu, bo w całym domu jest pełno dymu. Będziemy tu czuwać do jutra.
Pokiwała głową na znak zgody i weszła pośpiesznie na górę, by ze swego mieszkania zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Zapakowała szybko przybory toaletowe i piżamę i otworzyła okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza, bo dym drapał ją w gardle. Letni wieczór pachniał deszczem, a torfowisko odcinało się szaro na tle nieba.
Mała chata stojąca samotnie w oddali pobudziła wyobraźnię dziewczyny. Pomyślała sobie, że mieszka tam para staruszków, szczęśliwych, że mają siebie. A ona? Czy miała kogoś bliskiego? Jedyną przyjaciółką była Ellinor, która jednak nie wiedziała o Gerd prawie nic. We wspomnieniach zaś pojawiał się bohater z dziecięcych lat, którego nigdy już nie zobaczy.
