
A poza tym tylko lęk, na nowo rozbudzony przez Gorgone.
Światełko w oddali wydało się Gerd takie przyjazne. Nagle przyszedł jej do głowy szalony pomysł. Podeszła do kontaktu, zapaliła i zgasiła trzy razy lampę u sufitu. Potem wróciła do okna.
Z daleka dostrzegła trzy krótkie błyski. To niesamowite! Ktoś odpowiedział na jej sygnał!
Może jakiś mały chłopiec, który leży już w łóżku i boi się ciemności? Ciekawe, czy mignie raz jeszcze? Nie, powinna już przecież pójść do hotelu. A może… może raczej udać się na policję i opowiedzieć o wszystkim, co przydarzyło jej się w ostatnich dniach?
O, nie! Zbyt dobrze pamiętała swój ostatni kontakt z policją, a konkretnie z młodym inspektorem Johannesem Hallarem. Jeszcze nikt nigdy tak jej nie upokorzył! Jego nieprzyjemne słowa na trwałe wryły jej się w pamięć: „I co zamierzałaś osiągnąć?” pytał ją lodowatym tonem. „Chodziło ci o darmową reklamę?”
Jak odeprzeć taki zarzut, jak się bronić?
Nagle rozległ się dzwonek telefonu. W słuchawce, mimo późnej pory, Gerd usłyszała głos Goggo, na dźwięk którego zesztywniała z niechęci.
– Wróciłaś wreszcie do domu – stwierdziła z przekąsem dziennikarka. Między wierszami zawisło pytanie: „Gdzie byłaś tak długo? U Arva na dole?”
Gerd najchętniej od razu odłożyłaby słuchawkę. Zraziła się do Goggo po publikacji artykułu, który rozdrapał nigdy nie zaleczone rany.
„Co artystka zobaczyła w piwnicy?”
Piwnica. Kilka krótkich sekund, podczas których jej życie rozpadło się na drobne kawałeczki.
Dobitny głos Goggo przerwał jej rozmyślania.
– W hotelu zatrzymał się twój stary znajomy, który koniecznie chce się z tobą spotkać. Nazywa się Olaf Brink.
– Słucham?
– Zaskoczyłam cię, co? – roześmiała się perliście Goggo. – Ależ on przystojny! Co prawda twierdzi, że nie pamięta żadnej Gerd Hansen.
