Popatrzył na nią nieco zakłopotany.

– Hm, co by ci tu powiedzieć? Jestem dyrektorem firmy eksportowo-importowej.

Biznesmen? Nie tego się spodziewała. Olaf, jakiego znała, był idealistą, a biznesmeni rzadko kierują się w życiu ideałami.

Gerd poczuła się zawiedziona. Jedenaście lat to rzeczywiście długi czas.

– Jak się spotkaliście? – zwróciła się do Goggo i Olafa.

– W redakcji, przyjechał, by o coś zapytać. Zwróciłam uwagę na jego nazwisko i upewniłam się, czy jest to twój Olaf.

Dziennikarka posłała mężczyźnie wieloznaczne spojrzenie i Gerd poczuła się jeszcze bardziej zakłopotana.

Kiedy Goggo wyszła, by zamówić coś do picia, spytała cicho Olafa:

– Wiesz, kim jestem, prawda?

– Oczywiście, zrozumiałem to natychmiast. Słyszałem, że wybierasz się na Islandię?

Zamarła:

– A skąd wiesz?

~ Goggo mi powiedziała. Podobno słyszała od jakiegoś Ståhla.

A to plotkarz! Czy wszystko, o czym rozmawia się w domu, musi dojść do uszu Goggo?

– Pozwól, że pojadę z tobą – poprosił Olaf, kładąc jej ręce na ramionach.

Zamierzała właśnie zapytać, dlaczego, gdy nagle zesztywniała. Od pierwszej chwili, kiedy się znalazła w tym pokoju, wyczuwała jakiś niedobry nastrój, i teraz wreszcie pojęła przyczynę.

– Och, całkiem wyszło mi z głowy, że wieczorem miał przyjść do mnie uczeń – skłamała na poczekaniu. – Ten biedak pewnie już tam czeka. Proszę, przeproś ode mnie Goggo! Zobaczymy się jutro, cześć!

Nim mężczyzna zdążył zareagować, wybiegła na korytarz. Na śmierć zapomniała, że ma nocować w hotelu, i popedałowała prosto w stronę domu.

Była deszczowa letnia noc. Na pustych jezdniach błyszczał mokry asfalt. Dziewczyna wjechała w ulicę Fabryczną, która nie bez powodu nosiła taką nazwę. Bramy wzdłuż długiego muru po obu stronach ulicy pozamykane były na cztery spusty. Dookoła żywej duszy. Gerd skręciła w wąski zaułek. Kiedy dostrzegła stalowy drut rozciągnięty w poprzek jezdni, było już za późno. Mimo że zahamowała gwałtownie, nie zdołała uniknąć upadku. Wyrzuciło ją z roweru i upadła, zdzierając sobie do krwi dłonie.



17 из 112