Wreszcie otoczyły ją sosny, wysokie i majestatyczne. Przedarła się przez gęste zarośla, teren wznosił się, gdy nagle…

Ziemia osunęła się jej spod stóp i dziewczyna runęła w dół. Wprawdzie nie było specjalnie wysoko, ale ponieważ wszystko stało się niespodziewanie, upadek okazał się bardzo groźny. Dziewczyna potoczyła się po kamieniach, raniąc dotkliwie ramiona, a kiedy ujrzała przed sobą wielki głaz, sądziła już, że to koniec. Przez cały czas zaciskała zęby, żeby nie wydobyć z siebie głosu, teraz jednak krzyknęła przeciągle. Ogromny kamień był tuż-tuż! Dziewczyna wystawiła ręce, a w następnej sekundzie wszystko znikło.


Uporczywy ból rozsadzał jej czaszkę, nic nie widziała ani nie słyszała. Z wolna jednak dudnienie w skroniach zaczęło ustępować, a wówczas dotarły do niej jakieś głosy i odgłos kroków.

Ktoś podniósł ją z ziemi i półprzytomną przeniósł do chaty. Położył na łóżku. Długo trwała w jakimś dziwnym stanie zawieszenia, jakby błądziła w gęstej mgle.

Wreszcie ocknęła się i powróciła do bolesnej rzeczywistości.

Ogień palił jej czoło i dłonie. Ktoś ostrożnie otarł mokrą ścierką krew z jej twarzy, a potem uniósł się z krawędzi łóżka.

Gerd otworzyła oczy. Sądząc po umeblowaniu wnętrza, znajdowała się w jakiejś chacie. Przy kuchennej ławie stał odwrócony do niej plecami mężczyzna i płukał ręcznik.

– Widziałam przez moje okno dochodzące stąd światło – powiedziała.

– Staraj się nie mówić za dużo, Ellen – poprosił mężczyzna, nie patrząc na nią. – Obawiam się, że mogłaś doznać wstrząsu mózgu.

Zadrżała. On znał jej prawdziwe imię! Próbowała się zerwać.

– Wpadłam w pułapkę! – jęknęła żałośnie. – Światło wcale nie było mi przyjazne! Ono także jest moim wrogiem!

– Spokojnie! Nie denerwuj się. – Mężczyzna odwrócił się i podszedł do niej.

Gerd wstrzymała oddech, wpatrując się weń rozszerzonymi ze zdziwienia oczami.

– To ty jesteś Olaf! – wykrzyknęła z radością w głosie.



19 из 112