Uśmiechnął się i przysiadł na brzegu łóżka.

– Oczywiście – potwierdził i ujął ją za rękę. – Ellen Ingesvik… Wyrosłaś na piękność!

– Piękność? – powtórzyła z niedowierzaniem.

– Co za uroda! Nigdy o tobie nie zapomniałem, wiesz? Byłaś niezwykłą dziewczynką.

Gerd nie mogła oderwać od niego oczu.

– Jak mogłam się tak pomylić? Jak mogłam uwierzyć, co prawda tylko przez kilka minut, że tamten oszust to ty? – roześmiała się.

Bo przecież tak właśnie wyglądał w jej wyobraźni dorosły Olaf. Wyprostowana sylwetka i jakiś niezwykły blask w oczach spoglądających spod jasnej grzywki, kształtne, zmysłowe usta. Z twarzy o szlachetnych rysach emanowała siła, a zarazem wrażliwość. To był jej Olaf!

Obraz przyjaciela zamazał się, gdy tak wpatrywała się w jego twarz, roniąc łzy wzruszenia.

Olaf wyciągnął ku niej ramiona.

– Chyba nic się nie stanie, jeśli na chwilę usiądziesz! – powiedział miękko. – Tylko ostrożnie. I nie płacz, bo to może ci zaszkodzić!

Przyciągnął ją ku sobie. Gerd oparła mu policzek na ramieniu i przymknęła oczy. Bezwiednie zarejestrowała, że ma na sobie suchą koszulę, a jej przemoknięte ubrania suszą się nad piecem.

– Na szczęście w porę odkryłam, że to oszust, i uciekłam – szepnęła niewyraźnie. – Kiedy położył dłonie na moich ramionach, dostrzegłam pod mankietem koszuli tatuaż. Byłam pewna, że nigdy w życiu nie dałbyś się wytatuować.

– Oczywiście, broń Boże – wstrząsnął się z niesmakiem. – Teraz jesteś bezpieczna, Ellen. Ten facet, który cię gonił, na mój widok uciekł w stronę miasta. Zresztą to nie jest ten, który cię prześladował, to jego kumpel.

Nagle rozległ się dziwny dźwięk: stłumiony i chrapliwy sygnał telefonu.

– Założyliśmy podsłuch w pokoju hotelowym – wyjaśnił Olaf, wstając.

Gerd dziwiła się coraz bardziej.

– My? To znaczy kto?

– No i co? Jak poszło? – usłyszeli głos w aparacie.



20 из 112