
– W porządku – odpowiedział ktoś zdyszany. – Napędziłem jej takiego strachu, że zwaliła się w dół z urwiska. Niestety, musiałem się szybko stamtąd zwijać, bo nadbiegł jakiś szalony sportowiec w dresach. Mam nadzieję, że się solidnie potłukła.
– Ten facet w dresach zdążył ci się przyjrzeć?
– Coś ty, zwariowałeś? A co u ciebie, pozbyłeś się tej drugiej?
– Panny Goggo? O tak, dostała, czego chciała.
Rozmowa zakończyła się po chwili całkiem zwyczajnie.
– Podsłuchujesz ludzi? – zapytała Gerd zaszokowana. – I śledzisz?
– Taki dostaliśmy rozkaz od naszych zwierzchników. W niektórych przypadkach zezwala się na tego typu działania. Niestety, mieszkamy dość daleko od miasteczka. Nie udało nam się wynająć nic innego prócz tego domku myśliwskiego. Właśnie dzięki podsłuchowi dowiedzieliśmy się o grożącym ci niebezpieczeństwie. Facet z hotelu zawiadomił swego kompana, że wracasz rowerem do domu. Kazał zastawić na ciebie pułapkę w zaułku na ulicy Fabrycznej. Mój szef pobiegł natychmiast, by mu przeszkodzić. To on… właśnie wraca.
Rozległ się trzask, a po chwili otworzyły się drzwi wewnętrzne i do pomieszczenia wszedł jakiś mężczyzna ubrany w czarną przeciwdeszczową pelerynę. Rozebrał się bez słowa.
Wpatrując się w przybysza, Gerd po raz kolejny zastygła w niemym przerażeniu. Czarne sztywne włosy, silne dłonie i młoda, lecz surowa twarz. Zielone oczy spoglądały lodowato, pozbawione uczuć, aż dziewczynie dreszcz przebiegł po plecach.
Inspektor Hallar we własnej osobie, jej śmiertelny wróg!
– Ach, więc jest tutaj – stwierdził chłodno.
– Czy mogłabym się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi? – wyjąkała. Obecność Hallara działała na nią tak jak kiedyś paraliżująco.
– Oczywiście – odpowiedział przyjaźnie Olaf. – Ale najpierw chciałbym usłyszeć historię Ellen Ingesvik. Wprawdzie wiem sporo na ten temat, ale nigdy nie słyszałem twojej wersji przebiegu wydarzeń, Ellen. Proszę, opowiedz teraz, jeśli oczywiście czujesz się na siłach.
