
– Są mocne – powiedział krótko i podał jej tabletkę.
Ciepło jego dłoni wprawiło ją w osłupienie. Zawsze myślała, że jest z lodu do szpiku kości.
– Dziękuję – mruknęła, choć tak naprawdę nie miała za co mu dziękować.
ROZDZIAŁ III
Ellen spojrzała na szczerą, lecz stanowczą twarz Olafa.
– A więc byłeś na sali sądowej w dniu ogłoszenia wyroku i słyszałeś pogróżki, jakie Arild rzucił mi w twarz?
– Tak, słyszałem, stałem blisko. Pamiętam, jak przechodząc obok ciebie wycedził przez zęby: „Pożałujesz, Ellen! Będziesz żałować do kresu życia, które zakończysz wcześniej, niż przypuszczasz. Znajdę cię nawet na końcu świata!” Nie zabrzmiało to bynajmniej jak żart.
Wzdrygnęła się.
– Byłam śmiertelnie przerażona. Drżałam na myśl o dniu, kiedy Arild zostanie zwolniony z więzienia. I dlatego postanowiłam uciec. Zmieniłam nazwisko, przestałam tkać. Strasznie tęskniłam do tego zajęcia, ale wolałam nie ryzykować. Zbyt łatwo rozpoznać mnie po technice. Nie miałam poza tym odwagi zaprzyjaźnić się bliżej z jakimkolwiek mężczyzną. Przecież nadal jestem żoną Arilda. Jak mogę wystąpić o rozwód, nie podając swego adresu? Ech, to wszystko jest beznadziejne…
– Arild nie żyje już od dwóch lat, Ellen – powiedział Olaf, a jego twarz złagodniała.
– Co?!
– Ktoś przemycił mu do celi narkotyki zmieszane z trucizną.
Długą chwilę Ellen nie mogła pojąć, co to właściwie znaczy.
– Arild nie żyje? Nie wiedziałam, nie utrzymywałam kontaktu z nikim z naszej osady. Ale w takim razie…
– Nie działał sam – wtrącił cicho Olaf. – Miał dwóch wspólników.
