
– Jeśli sama nic nie zauważyłaś, to nie zamierzam cię uświadamiać.
I uśmiechając się słodko do Arva, który pojawił się w drzwiach, zapytała:
– Jak ci poszło? Udało ci się uwolnić z porażającego uścisku Gorgony?
– Daj spokój! – syknął w odpowiedzi, bo trafiła w czułą strunę. – Czasem odnoszę wrażenie, że najchętniej widziałabyś ją martwą.
– Bynajmniej – odparła oschle Ellinor. – Zapomniałeś, że choć Perseusz odciął głowę Meduzie, spojrzenie jej martwych oczu nadal obracało śmiertelników w kamień?
Goggo nie poddawała się tak łatwo. Następnego wieczoru przyszła nieproszona do mieszkanka Gerd na poddasze. Rozejrzała się taksująco po dość sporym pomieszczeniu i stwierdziła:
– Nieźle! Sama chętnie bym tu zamieszkała. Ale gdzie twoja pracownia?
Gerd rzeczywiście dokonała cudu, przemieniając poddasze w bardzo przytulny kąt. Kolorystyka pomieszczenia była niezwykle wyszukana. Dominowały zgaszone, starannie dobrane barwy. Na podłodze leżał gruby dywan. Z jednej strony, gdzie sufit obniżał się ukośnie, zamontowane zostały półki i szafki, zaś z drugiej znajdowało się troje drzwi prowadzących do niewielkich pokoików i kuchni.
– Jaka pracownia? – zdziwiła się Gerd. – Jestem nauczycielką i na tym koniec.
– Nie próbuj mnie oszukać! Nauczycielka plastyki i prac ręcznych, która sama nie tworzy? Nie, to niemożliwe, wręcz nienormalne.
Gerd zarumieniła się. W jej ciemnych oczach pojawił się znów dziwny lęk.
Goggo podeszła do okna.
– Ho, ho! Stąd rozciąga się przepiękny widok na torfowiska. Chyba nikt w mieście nie ma takiej panoramy. Nie myślałaś o przeprowadzce? Chętnie bym się tu przeniosła!
Powiedziała to pozornie lekko, ale Gerd wyczuła, że Goggo wcale nie żartuje. Poczuła nagłą niechęć wobec tej eleganckiej istoty, która zachowywała się tak, jakby świat został stworzony wyłącznie dla niej.
– Napijesz się herbaty? – zapytała niezbyt serdecznie.
