– Wszystko będzie w porządku – Ashley uśmiechnęła się z przymusem. – Jest pan dla nas aż nadto uprzejmy.

Właściwie powinien już dawno odejść. Normalnie wmieszałby się w tłum i zniknął, zanim ktokolwiek zorientowałby się, że w ogóle tu jest. A on tymczasem zwlekał.

– Przytułek to nie jest odpowiednie miejsce dla dzieci – wyrzucił z siebie cichym głosem.

– Niech się pan o nas nie martwi. Damy sobie radę – zapewniła go Ashley.

Przemawiał do siebie w duchu, że powinien sobie pójść i nie angażować się w całą tę sprawę. Ale na nic się to nie zdało.

– Opłacę pani pokój w hotelu, jeżeli pani nie ma nic przeciwko temu.

Ashley miała piękne orzechowe oczy o przedziwnym odcieniu. Nie były ani niebieskie, ani zielone. Również nie brązowe. Stanowiły jakby mieszankę różnych kolorów.

– Okazał pan nam już i tak niesłychaną uprzejmość. Do widzenia panu, panie Ritter.

Wyraźnie chciała się go pozbyć. Jeff zaakceptował jej decyzję, ale zanim odeszła, kierując się niezwykłym u niego impulsem, wsunął jej do kieszonki w kurtce swoją służbową wizytówkę. Później przeanalizuje sobie na spokojnie, dlaczego przejmuje się losem nieznajomej kobiety. Teraz jednak zrobił to, w czym był mistrzem – wycofał się niepostrzeżenie do swojego samochodu i w ułamku sekundy zniknął.

– Zamierzasz kiedyś włączyć się do rozmowy?

Jeff spojrzał na swojego przyjaciela i wspólnika, Zane'a Rankina. Wzruszył ramionami.

– Przecież jestem obecny.

– Fizycznie owszem. Ale myślami bujasz w obłokach. To zupełnie do ciebie niepodobne.

Jeff skupił znowu uwagę na planach rozłożonych na stole, nie przyznając się do tego, że Zane ma rację. Faktycznie miał kłopoty ze skoncentrowaniem się na pracy. Wiedział, jaki jest tego powód – głowę miał nabitą myślami o napotkanej w przedziwnych okolicznościach kobiecie oraz jej dziecku. Nie rozumiał tylko, dlaczego.



11 из 181