Czyżby ze względu na te okoliczności? Widział przecież setki ludzi znajdujących się w gorszych tarapatach. W porównaniu z sytuacją mieszkańców spustoszonej przez wojnę wioski, w której zniszczono magazyny z zimowymi zapasami, sytuacja Ashley Churchill była pestką. Może miało to jakiś związek z dzieckiem? Małą dziewczynką? Promienny uśmiech Maggie, jej rozbrajająca ufność, różowa piżamka oraz pluszowy, biały kotek pochodziły jakby z innej planety, nie miały nic wspólnego ze światem, w jakim obracał się Jeff.

Zresztą, co za różnica, dlaczego te dwie istoty nie dają mu spokoju? Czyż nie lepiej zaprzątać sobie głowę żywymi, a nie zmarłymi, z którymi zazwyczaj ma do czynienia?

Ponieważ nie potrafił odpowiedzieć na żadne z owych pytań, dał sobie spokój i skupił uwagę na planach luksusowej willi z widokiem na Morze Śródziemne. Prywatna rezydencja stanowiła miejsce tajnego spotkania międzynarodowych biznesmenów, reprezentujących firmy produkujące jedną z najbardziej śmiercionośnych broni. Istniała realna groźba szpiegostwa, ataku terrorystycznego, czy też porwania. Jeff oraz Zane mieli zapewnić biznesmenom ochronę.

Pierwszy krok to jak zawsze rozpoznanie terenu i wykrycie wszystkich słabych punktów.

Jeff wskazał piórem jedno miejsce na planie.

– Tego wszystkiego trzeba się będzie pozbyć – powiedział. Chodziło mu o bujny, tropikalny ogród porastający skarpę.

– Zgadza się. Zostawimy tylko kilka krzaczków, aby mieć gdzie ukryć czujniki.

Czujniki, wykrywające nawet polną mysz w promieniu prawie pięćdziesięciu metrów, można było zaprogramować tak. by ochroniarze mogli poruszać się swobodnie po terenie.

– A co zrobimy z…

Jeff przerwał w pół zdania, gdyż właśnie zabrzęczał interkom. Skrzywił się, niezadowolony. Jego asystentka, Brenda, nie miała zwyczaju przeszkadzać mu, gdy ustalał z Zane'em plan działania. Robiła to jedynie w nagłej sprawie.

– Słucham – odezwał się Jeff, nacisnąwszy guzik przy telefonie.



12 из 181