Zdawała sobie sprawę, że nie postąpiła słusznie, odmawiając pójścia do szpitala i narażając tym samym innych na zarażenie grypą. W przytułku przebywało kilka starszych osób, a także matki z dziećmi. Nie była jednak w stanie zdobyć się na pozostawienie córeczki pod opieką miłych, ale obcych ludzi, w dodatku w tych warunkach.

Przytłaczała ją nie tylko choroba, ale i całkowite osamotnienie. Gdzie się teraz podzieje z Maggie? Nie miała pieniędzy na hotel. Zresztą nawet gdyby było ją na to stać, była bliska psychicznego załamania. Jeżeli się załamie – co było tylko kwestią czasu – kto zajmie się wtedy jej córką?

Mimowolnie przymknęła powieki, bo potwornie jej się chciało spać. Pragnęła, aby cały ten koszmar nareszcie się skończył. Pragnęła też, aby choć jeden jedyny raz w życiu ktoś inny przejął na siebie obowiązki i naprawił tę nienormalną sytuację. Pragnęła, by ktoś pospieszył jej na ratunek, jak to zdarzało się w bajkach, które czytała córce.

Ktoś pochylił się nad jej łóżkiem. Ashley miała zamknięte oczy, ale zorientowała się po cieniu. Zebrała resztkę sił i zmusiła się, aby spojrzeć na przybysza. Prawdopodobnie była to wolontariuszka, Julie jakaś tam, która przyszła jej oznajmić uprzejmie, że Ashley nie może tu dłużej zostać.

Okazało się jednak, że osoba pochylona nad nią to nie tryskająca energią studentka z pobliskiego college'u, tylko wysoki, milczący i odpychający znajomy mężczyzna. Żaden przystojny książę prędzej zły czarownik – potężna i niebezpieczna kreatura.

Była przekonana, że ma halucynacje, bo przecież to niemożliwe, aby jej szef – zresztą pewnie wkrótce były szef – wziął ją raptem w ramiona. Leżała wciąż na połówce i wmawiała sobie, że to jedynie urojenie – nawet wtedy, gdy objęło ją silne, męskie ramię. Przywidzenie okazało się zaskakującą rzeczywistością – mężczyzna podniósł ją z taką łatwością, z jaką ona podnosiła Maggie.



14 из 181