– Zatrzymasz się u mnie, dopóki nie wyzdrowiejesz – powiedział Jeff Ritter.

Ashley zmrużyła oczy. Zabrzmiało to całkiem szczerze. Gdy mówił, jego oddech delikatnie połaskotał ją w policzek. Objęła go za szyję i poczuła pod palcami miękką wełnę, z której uszyty był garnitur. Zamrugała, jakby chciała sprawdzić, czy to jawa, czy też majaczy w gorączce.

– Czy pan mnie naprawdę niesie? Szare oczy przyjrzały się jej wnikliwie.

– Jesteś bardziej chora, niż sądziłem.

Może to i prawda, ale to nie jest odpowiedź na jej pytanie.

– Nie możemy… – Ashley zagryzła wargi. Zapomniała, co chciała powiedzieć.

– Możesz się czuć w moim domu całkowicie bezpieczna – oświadczył.

Bezpieczna? To niemożliwe. Miała wrażenie, że raptem zapada się w pustkę. Uczepiła się kurczowo Jeffa, ale odetchnęła z ulgą, gdy posadził ją na krześle.

– Pozbieraj jej rzeczy – zwrócił się do kogoś stojącego poza zasięgiem jej wzroku.

– Przyniosę buty – odezwał się dźwięczny, słodki głosik jej córki, sprowadzając ją w ułamku sekundy na ziemię.

– Maggie?

– Proszę się o nią nie martwić.

Ashley potrząsnęła głową, choć omal nie pękła jej z bólu. Wzięła kilka głębokich oddechów, usiłując skupić myśli na pochylonym nad nią mężczyzną. Nie pomyliła się – to był rzeczywiście Jeff Ritter. Nadal ubrany w idealnie skrojony garnitur, nadal powściągliwy i budzący niepokój.

– Dlaczego pan tu przyjechał? – zapytała.

– Ponieważ jesteś zbyt chora, aby zostać w przytułku. Zabieram cię do siebie, dopóki nie staniesz na nogi.

Ashley czuła się tak podle, jakby miała już nigdy nie wyzdrowieć. Zastanawiała się, czy Jeff jest tego świadom.

– Nie możemy zamieszkać u pana – stwierdziła. – Przecież pana wcale nie znamy.

Jego stalowoszare oczy wpatrywały się w nią wnikliwie. Ashley usiłowała znaleźć w nich choć okruszynę ciepła, odrobinę ludzkich uczuć, ale zobaczyła jedynie swoje własne odbicie.



15 из 181