
— Zdarza się co poniektórym — przyznał kościelny, spoglądając w stronę Pana Spivensa i nowego rekruta. — Słabe nerwy.
Nowy rekrut odkrył wreszcie, jak działa kieszonkowa latarka. Zapalił ją i dla zabawy kierował snop światła to na poczerniałe ściany prezbiterium, to na Pana Spivensa, który najwyraźniej postanowił wykopać tunel w gruzach obok schodów.
— Zaciemnienie? — przypomniałem Carruthersowi.
— O Boże — jęknął Carruthers. — Zgaś to! — krzyknął i pospieszył do rekruta.
— Dwa tygodnie temu wchodzę na dach i co widzę? — zaczął kościelny, zerkając w stronę prezbiterium, gdzie Carruthers wyrwał rekrutowi latarkę i próbował ją zgasić. — Mój szwagier spokojniutko zapala sobie zapałkę. „Co ty wyprawiasz najlepszego?”, wołam do niego, a on mówi: „Zapalam papierosa”. „Może od razu zapalisz flary, mówię — żeby Luftwaffe na pewno wiedziała, gdzie nas szukać”. „To tylko jedna zapałka — on mi odpowiada. — Co komu szkodzi jedna zapałka?”
Z ponurą miną rozejrzał się po tym, co Luftwaffe najwidoczniej znalazła, i zaciekawiło mnie, czy obwinia swojego szwagra, ale on powiedział:
— Biedny rektor Howard. — Potrząsnął głową. — Dla niego to był cios, stracić katedrę. Nie chciał iść do domu. Został tutaj przez całą noc.
— Przez całą noc? — upewniłem się. Kościelny kiwnął głową.
— Pewnie ze względu na szabrowników. — Popatrzył z żalem na ruiny. — Chociaż niewiele zostało do zrabowania. No, ale jeśli coś zostało, nie chcemy, żeby ludziska to rozdrapali.
— Nie chcemy — przytaknąłem. Ze smutkiem pokiwał głową.
— Trzeba go było widzieć, jak chodził po gruzach tam i z powrotem. „Niech pan wraca do domu i kładzie się do łóżka — powiedziałem mu. — Ja i Pan Spivens pana zastąpimy”.
— Więc po ugaszeniu pożaru ktoś tu był przez cały czas — nalegałem.
— Niby tak — przyświadczył — tylko raz poszedłem do domu na herbatę. I rano zaczęło padać, więc posłałem szwagra do domu po płaszcz od deszczu i parasol, ale nie wrócił, więc sam musiałem pójść do domu. Ściemnia się — dodał, spoglądając nerwowo na niebo po wschodniej stronie. — Szkopy niedługo wrócą.
