
Zmrużyłem oczy, próbując coś odczytać w półmroku; przydałaby się latarka nowego rekruta, „…i czerwone goździki na Wielkim Ołtarzu — odczytałem — dla uczczenia pamięci porucznika Davida Halberstama, RAF. Wiązanka różowych begonii na kazalnicy oraz bukiet żółtych chryzantem w strusiej nodze biskupa zakupione i ustawione przez Komitet Kwiatowy Kółka Parafialnego, kierowniczka Lo…”
Reszta kierowniczki spaliła się, ale przynajmniej mieliśmy dowód, że strusia noga biskupa znajdowała się w katedrze przed pięcioma dniami. Więc gdzie była teraz?
Kopałem dalej. Zapadła ciemność, a księżyc, który tak pomógł Luftwaffe poprzedniej nocy, wzeszedł i szybko zniknął w kłębach dymu i pyłu.
Ta część kościoła najwyraźniej zawaliła się w całości, toteż wkrótce skończyły się gruzy, które mogłem samodzielnie podźwignąć. Obejrzałem się na Carruthersa, on jednak był pogrążony w królewskiej konwersacji z kościelnym i prawdopodobnie wyciągał z niego informacje. Nie chciałem mu przeszkadzać.
— Pomóż mi! — zawołałem do nowego rekruta, który przykucnął obok Pana Spivensa i obserwował drążenie tunelu. — Tutaj! — krzyknąłem i pomachałem do niego.
Żaden z nich nie zwrócił na mnie uwagi. Pan Spivens prawie cały schował się w tunelu, a nowy rekrut znowu majstrował przy swojej latarce.
— Halo! — wrzasnąłem. — Tutaj!
Kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Pan Spivens znowu się pojawił, nowy rekrut zatoczył się do tyłu i upadł, latarka włączyła się i omiotła niebo snopem światła niczym jeden z reflektorów przeciwlotniczych, a z tunelu wyprysnął długi, ciemny kształt i dał susa na kupę gruzów. Kot. Pan Spivens pogonił za nim, szczekając zajadle.
Podszedłem do nowego rekruta, z ciekawością obserwującego pościg, zgasiłem latarkę, pomogłem mu wstać i powiedziałem:
— Chodź, pomóż mi przy tych belkach.
— Widział pan kota? — zapytał, spoglądając na miejsce, gdzie zwierzak zniknął pod stopniami prezbiterium. — To był kot, prawda? Są mniejsze, niż myślałem. Sądziłem, że będą raczej wielkości wilków. I są takie szybkie! Czy wszystkie były czarne?
