
— Przypuszczam, że wszystkie, które łaziły po spalonej katedrze — odpowiedziałem.
— Prawdziwy kot! — zachwycał się rekrut, idąc za mną i otrzepując swój niepeespowski kombinezon. — Niesamowite, żeby zobaczyć stworzenie, które wymarło prawie czterdzieści lat temu. Nigdy jeszcze żadnego nie widziałem.
— Potrzymaj ten koniec — poleciłem, wskazując fragment kamiennej rynny.
— To takie niesamowite — powtórzył rekrut. — Naprawdę być tutaj, gdzie wszystko się zaczęło.
— Albo skończyło — dodałem sucho. — Nie ten, ten z wierzchu. Dźwignął z wyprostowanymi kolanami, zatoczył się lekko.
— To takie podniecające! Lady Schrapnell mówiła, że praca w katedrze Coventry będzie cennym doświadczeniem, i tak jest! Patrzeć na to i wiedzieć, że nie zostało naprawdę zniszczone, że powstaje z popiołów w tej samej chwili, odrodzone i przywrócone do dawnej chwały. Mówił jak dyschronowany, ale pewnie był w porządku. Wszyscy nowi rekruci lady Schrapnell mówili jak dyschronowani.
— Ile skoków zrobiłeś? — zapytałem go.
— To mój pierwszy — oznajmił z przejęciem — i ciągle nie mogę w to uwierzyć. No, że jesteśmy tutaj, w 1940, szukamy strusiej nogi biskupa, odkrywamy skarby przeszłości, piękno minionej epoki.
Popatrzyłem na niego.
— Ty nigdy nie widziałeś strusiej nogi biskupa, prawda?
— Nie — przyznał — ale musi być naprawdę niezwykła. No wie pan, zmieniła życie pra-pra-prababki lady Schrapnell.
— Wiem — przytaknąłem. — Zmieniła życie nas wszystkich.
— Tutaj! — zawołał Carruthers z Kaplicy Sukienników. — Coś znalazłem.
Klęczał w niewłaściwym miejscu w stosunku do podmuchu i początkowo widziałem tylko stos potrzaskanych desek, ale Carruthers wskazywał na coś w głębi stosu.
