Oparłem się o ścianę i przymknąłem oczy. Nawet przyjemnie było posłuchać, jak dla odmiany sztorcują kogoś innego, i to bez udziału lady Schrapnell, chociaż ciągle nie wiedziałem, jaką klęskę spowodowała ta osoba. Zwłaszcza kiedy pan Dunworthy wrzasnął:

— To żadna wymówka. Dlaczego po prostu nie wyciągnęła pani koła z wody i nie zostawiła na brzegu? Dlaczego musiała pani zabrać go ze sobą do sieci?

Wyciąganie koła nie wydawało się bardziej prawdopodobne niż naniesienie błota i wcale nie kojarzyło się z wodą. Chyba że chodziło o koło ratunkowe. Ale po co je zabierać do sieci?

W książkach i filmach podsłuchiwane osoby zawsze uprzejmie wyjaśniały, o czym rozmawiają, ze względu na podsłuchującego. Podsłuchiwana mówiła na przykład: „Oczywiście, jak wszyscy wiemy, rzeczone koło odpadło z dorożki Sherlocka Holmesa, kiedy przejeżdżała przez most w gęstej mgle podczas pościgu za psem Baskerville’ów, a ja musiałam je ukraść z następujących powodów”, po czym następowało dokładne omówienie wzmiankowanej kradzieży, przeznaczone dla uszu podsłuchującego. Czasami do spisu treści przezornie dołączony był plan budynku lub mapka.

W prawdziwym życiu podsłuchującego traktuje się znacznie gorzej. Zamiast wyjaśnić szczegóły, klęska powiedziała: „Ponieważ bej wrócił, żeby się upewnić”, co tylko jeszcze bardziej zagmatwało sprawę.

— Bezduszny potwór — oświadczyła, nie wiedziałem jednak, czy miała na myśli powracającego beja, czy pana Dunworthy’ego. — On by spróbował jeszcze raz, gdyby tylko wróciła do domu. Nie chciałam, żeby mnie zobaczył, bo mógł odgadnąć, że nie jestem współ, ale nie miałam gdzie się schować poza siecią. Zobaczyłby mnie w belwederku. Nie myślałam…

— Właśnie, panno Kindle — wpadł jej w słowo pan Dunworthy. — Pani nie myślała.

— Co pan chce zrobić? — zapytała klęska. — Chce pan ją odesłać z powrotem? Chce pan ją utopić, prawda?

— Nie zamierzam niczego robić, dopóki nie rozpatrzę wszystkich możliwości — odparł pan Dunworthy.



28 из 539