— Całkiem bez serca — burknęła.

— Osobiście bardzo lubię lody — oświadczył — ale stawka jest zbyt wysoka. Muszę rozważyć wszystkie możliwe konsekwencje, zanim podejmę działanie. Domyślam się, że te pojęcia są pani obce.

Lody? Zaciekawiło mnie, dlaczego pan Dunworthy uznał za stosowne wspomnieć o tym w takiej chwili.

— A mnie odeśle pan z powrotem? — zapytała klęska. — Powiedziałam im, że wychodzę rysować. Jeśli nie wrócę, pomyślą, że ja też utonęłam.

— Jeszcze nie wiem. Dopóki nie podejmę decyzji, proszę zostać w swoim pokoju.

— Mogę go wziąć ze sobą?

— Nie.

Na chwilę zapadło ponure milczenie, potem drzwi otwarły się i przede mną stanęła najpiękniejsza istota, jaką widziałem w życiu.

Finch wspominał o dziewiętnastym wieku, więc spodziewałem się krynoliny, ale dziewczyna miała na sobie długą zielonkawą suknię, która oblepiała jej smukłe ciało, jakby była mokra. Kasztanowe włosy spływały jej na ramiona i plecy jak wodorosty. W efekcie przypominała nimfę Waterhouse’a, wynurzającą się niczym widmo z ciemnej Wody.

Wstałem z krzesła niezdarnie niczym nowy rekrut i zdjąłem swój COP-owski hełm, żałując, że nie posłuchałem pielęgniarki i nie umyłem się wcześniej.

Dziewczyna ujęła rąbek długiego, powłóczystego rękawa i wyżęła wodę na dywan. Finch chwycił magazyn i rozłożył przed nią na podłodze.

— O, Ned, dobrze, że pana widzę — powiedział pan Dunworthy od drzwi. — Właśnie z panem chciałem porozmawiać.

Nimfa spojrzała na mnie zielonobrązowymi oczami, czystymi i głębokimi jak leśne jeziorka. Zwęziła oczy.

— Chyba nie zamierza pan tego wysłać? — zwróciła się do pana Dunworthy’ego.

— Nikogo nie wysyłam. I niczego, dopóki się nie zastanowię. A teraz idź i zdejmij to mokre ubranie, zanim się przeziębisz.

Nimfa zebrała mokre spódnice jedną ręką i ruszyła do wyjścia. W drzwiach odwróciła się i rozchyliła różane wargi, by udzielić ostatniego błogosławieństwa, wypowiedzieć pożegnalne słowa, może zapewnić mnie o swojej miłości i oddaniu.



29 из 539